akant.org aktualny numer archiwum dodatki kontakt

Janina Osewska - wiersze

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Janina Osewska - wiersze
Sen biebrzański
Kiedy kwitł len
Wszystkie strony

Listopad

 

1.

tylko późną jesienią z okna pokoju widać

ten las za jeziorem - wzrok biegnie

poprzez nagie ramiona drzew - na przestrzał

w zasięgu nie ma człowieka

ani łodzi ani chodzącego po falach

niebo puste od ptaków trwa w czystej kompozycji

krajobrazu wyczekującego

jak kobieta

2.

wszystko jest darowane

nawet ten dzień późnojesienny

położony na liściach kruchych

od pierwszych przymrozków

samotności

3.

w porze zbioru zimowych jabłek

świat staje się nieskromny

z łatwością gubi przyodziewek

i nagi staje wobec Ciebie

jak człowiek

4.

świat jak Ty umiera każdej jesieni

i każdej wiosny czci Twoje narodziny

a człowiek - biegnie - biegnie - i biegnie...

wystarczy zaczerpnąć ze źródła krajobrazu

choćby naparstkiem ciszy by stanąć

twarzą w Twarz 



 

Komentarze  

 
0 #1 Ach 2012-12-06 11:09
Tekst jak zwykle nudny.
Zgłoś administratorowi
 

Losowo

Mateusz Bourkane - EGZYSTENCJALNA KONFESJA

Powieść Wiesława Myśliwskiego pt. Traktat o łuskaniu fasoli to książka, której autor posłużył się dość rzadko stosowanym rodzajem narracji, jakim jest strategia monologu wypowiedzianego. Formuła owa, znana głównie za sprawą słynnego Upadku Alberta Camusa, towarzyszy zwykle fabułom o charakterze retrospektywnym, ukazującym filozoficzny rozrachunek bohatera z własnym życiem. W przypadku Myśliwskiego nawiązanie do wspomnianej tradycji okazało się zabiegiem efektownym i artystycznie uzasadnionym, a przy tym dobrze świadczącym o kulturze literackiej samego pisarza.

Więcej …

Z archiwum

Stefan Pastuszewski - Dialog o...(3)

-Wiecie?!- Dawid Macioła, Żyd jak zwykle usiłował nas czymś zaskoczyć,

wkraczając rano (godzina jedenasta trzydzieści !) do naszej kanciapy, w której niczym krety grzebaliśmy w stosach gazet, które spadły po porannych prasówkach ze stołów naczelnego i sekretarza redakcji. Były trochę pomięte, tu i ówdzie poplamione kawą czy kremem z ciastka (to od sekretarza), miały powywracane strony, ale dały się czytać, a raczej przeglądać, bo poważny dziennikarz gazety raczej przegląda, a czyta tylko to, co go interesuje, a raczej jest potrzebne, gdyż nie zawsze zainteresowanie idzie w parze z pracą, do obrabianego akurat tematu. Ten poranny (około jedenastej) rytuał był nam równie niezbędny do życia jak poranne golenie się, kawa, a raczej dwie kawy, papieros, a raczej kilka papierosów. Byliśmy od tego śmietniska informacji i opinii tak uzależnieni, że gdy pewnego dnia naczelny wyszedł ze swego gabinetu nie przekazując sekretarce tego gazetowego siana, aby ta następnie przekazała go nam (najpierw prasówkę robił sekretarz, który niczym dobrze wysterowana maszyna pojawiał się w redakcji punkt dziewiąta, a gazety oddawał naczelnemu punkt dziewiąta trzydzieści), to byliśmy tak nieszczęśliwi, i głodni nowości, że złożyliśmy się na zakup tej niezbędnej porannej strawy w kiosku na rogu Mickiewicza i Hallera.

Był to krok rzeczywiście rozpaczliwy, bo jak dotąd składaliśmy się tylko na butelkę.

- Wiecie...- kontynuował Macioła, nie zważając na to, że nie unieśliśmy głów i nadal ryliśmy w szeleszczącej kupie.

- Wiecie, że mamy teraz nowy słownik?

Paweł, nie odrywając się oczywiście od gazet, mruknął „Jaki?”i to Maciole wystarczyło, aby objawił swe wiekopomne odkrycie:

- Nie mówi się, że współpracował, tylko uwikłał się, nie mówi się donosił, tylko przekazywał nic nie znaczące informacje, zamiast kontaktów z funkcjonariuszem SB mamy nawracanie błądzącej owieczki, a donoszenie jest tylko zwykłą a raczej niezwykłą, bo ratującą nieśmiertelny Kościół, grą.

- Ale śmieszne! – zareagował Janusz, najbardziej z nas religijny, a raczej kościółkowy, bo te dwa pojęcia należy przecież odróżnić.

Więcej …

Z archiwum

Andrzej Wołosewicz - Co zrobić?

Siedzę nad "Pocałunkiem - i - z językiem" TADEUSZA WYRWY-KRZYŻAŃSKIEGO i mam kłopot, a nawet kilka. Pierwszy to ten, żem książkę zaczynał trzy razy. Najpierw odpadłem od razu, potem po kilku wierszach, aż za trzecim podejściem przeszedłem przez całość. Piszę o tym, bo należy to jak najbardziej do pola recepcji i jest - jak już wiem - znaczące. Ale po kolei.

Jest u Wyrwy-Krzyżańskiego dużo ekstrawagancji językowych, jest osobność językowa tak daleko posunięta, że momentami wyprowadzona poza granice średniej, przeciętnej a nawet podwyższonej komunikowalności. W związku z tym należy się liczyć z poklaskiem niewielu, ze zrozumieniem bardzo nielicznych, a mam wrażenie (z całości lektury), że to jedna ze spraw, z którą pogodzić się Autorowi najtrudniej. Jeszcze do tego wrócę...

Więcej …

Z archiwum

Wojciech Sobecki - wiersze

Dziewczyno o której

 

dziewczyno o której nie chcę nawet

myśleć zbyt ciepło przecież nigdy nie

będziemy mieć wspólnego czajnika

stołu krzesła nie mówiąc o łóżku

nie będziemy wyciskać pasty do

zębów z tej samej tubki a woda

co zrasza nasze twarze nie będzie

wpadała do jednej umywalki

nie chcę nawet ciepło bo i po co

dziewczyno o której nie chcę nawet

myśleć zbyt śmiało przecież nigdy nie

będziemy mieć wspólnego dywanu

telewizora szafy nie mówiąc

o ręczniku czy prześcieradle nie

będziemy wertować identycznej

zorzy a klamka którą zamknę drzwi

nie pozna aksamitu twej dłoni

nie chcę nawet śmiało bo i po co

dziewczyno której znam ledwo imię

i co spoglądasz wciąż nieświadoma

Żółw

 

jestem żółwiem w mitologii indyjskiej

mówią o takim kosmofor

albo dźwigacz świata znam wiele

tajemnic z przeszłości nawet panowanie

dinozaurów w późnym

triasie

pamiętam jestem żółwiem jego

obślizgłością pokracznością

ślamazarnością lecz kiedy chcę zmienić

położenie

przypomnieć wszystkim o

swoim istnieniu zdarzyć się może

trzęsienie

ziemi na moim

pancerzu buty tych którzy chcieli

mnie upokorzyć zmniejszyć

ogłupić

zabić zabić zabić

zjeść usta tych którzy chcieli

mnie kochać głaskać

drażnić

zabić zabić zabić

zjeść jestem żółwiem na moim pancerzu

blizny

piętna koleiny tam niepewność obawa

nawet

memento

akant.org: