akant.org aktualny numer archiwum dodatki kontakt

Janina Osewska - wiersze

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Janina Osewska - wiersze
Sen biebrzański
Kiedy kwitł len
Wszystkie strony

Listopad

 

1.

tylko późną jesienią z okna pokoju widać

ten las za jeziorem - wzrok biegnie

poprzez nagie ramiona drzew - na przestrzał

w zasięgu nie ma człowieka

ani łodzi ani chodzącego po falach

niebo puste od ptaków trwa w czystej kompozycji

krajobrazu wyczekującego

jak kobieta

2.

wszystko jest darowane

nawet ten dzień późnojesienny

położony na liściach kruchych

od pierwszych przymrozków

samotności

3.

w porze zbioru zimowych jabłek

świat staje się nieskromny

z łatwością gubi przyodziewek

i nagi staje wobec Ciebie

jak człowiek

4.

świat jak Ty umiera każdej jesieni

i każdej wiosny czci Twoje narodziny

a człowiek - biegnie - biegnie - i biegnie...

wystarczy zaczerpnąć ze źródła krajobrazu

choćby naparstkiem ciszy by stanąć

twarzą w Twarz 



 

Komentarze  

 
0 #1 Ach 2012-12-06 11:09
Tekst jak zwykle nudny.
Zgłoś administratorowi
 

Losowo

Anita Nowak - "Co powiedziałby Hłasko?"

„Drugie zabicie psa” Marka Hłaski opowiada o aktorze i reżyserze, którzy przyjeżdżają do Izraela, żeby zarabiać na oszukiwaniu starzejących się, spragnionych miłości kobiet. Opowiadanie porusza problem manipulacji ludzkimi uczuciami, emocjami dla osiągnięcia własnych celów. U Hłaski tym celem są pieniądze.

Rzecz trafiła na afisz Teatru Polskiego w Bydgoszczy w ramach projektu SZTUKI POLSKIE W TEATRZE POLSKIM. Nie jest dramatem, a adaptacja utworów prozatorskich bywa ryzykowna ze względu na wielość miejsc akcji. Wiktor Rubin i Jolanta Janiczak jednakże bardzo zgrabnie wykorzystali tekst Hłaski, łącząc lub rozbijając poszczególne jego fragmenty, tak, aby jak najlepiej zabrzmiały ze sceny. Urealnili teatralnie działania niektórych postaci. Np. Johny'ego. Tak, aby nie zmieniając charakteru chłopca, w jak najprostszy sposób unaocznić widzom jego „występki”. Nawiasem mówiąc, świetnie zagrana to przez Michała Czachora rola.

Tytułowy bohater-pies, jest wspaniale wykonaną kukłą wielkiego sznaucera, którą aktorzy to przerzucają sobie przez ramię, to wloką za sobą. Zabieg ten świetnie przystaje do groteskowej konwencji, jaką nadano przedstawieniu. Co więcej, umożliwia „zabicie” psa na oczach widzów.

Przydając mimo wszystko tragizmu tej scenie. Bo tragizm przeplata się tu z komizmem. Co znakomicie wpływa na pulsowanie linii dramatycznej i dzięki czemu adaptacja brzmi nawet ciekawiej od oryginału.

Wielkim wsparciem dla zabiegów adaptacyjnych jest scenografia Mirka Kaczmarka. W dużej części inspirowana obrazami amerykańskiego malarza Edwarda Hoppera: Nighthawks czy Drup Store. Bohaterowie są jakby podglądani przez przechodniów we wnętrzach swych mieszkań, kawiarniach. Spełnia to nie tylko funkcję estetyczną, bo koncentrując uwagę widza na tym, co dzieje się w jednym, jasno oświetlonym prostokącie, za którym toczy się życie, pozwala wyraźniej dostrzec samotność i zagubienie bohaterów. Tym bardziej, że jak się okaże na końcu, zdarzenia przez cały czas, bez ich wiedzy, rejestrowane są na taśmie filmowej. Tu autorzy adaptacji poszli o krok dalej niż Hłasko, rozszerzając problem manipulacji także na sztukę.

Interesująco wykorzystał też reżyser przestrzeń pozasceniczną. W przedostatnim obrazie główny bohater - Jakub, grany przez Krzysztofa Zarzyckiego, siedzi na poręczy balkonu widowni, pod wielkim napisem Hollywood, by skoczyć stamtąd w przepaść.

Adaptacja Wiktora Rubina pogłębia sylwetkę Jakuba, czyniąc go najbardziej żywą, wiarygodną, głęboko ludzką i wrażliwą postacią w tym przedstawieniu. Bohater przeżywa  wiele sprzecznych uczuć. Tłumienie ludzkich odruchów, cynizm, desperacja, zwątpienie pulsują w nim na przemian. Nie potrafiąc odnaleźć się w roli oszusta matrymonialnego, czy naciągacza starzejących się kobiet, pomimo zdobycia upragnionych pieniędzy, popełnia samobójstwo. Aktor wspaniale oddaje wszelkie rozterki bohatera. Pomimo komicznych i groteskowych gagów, wzrusza chwilami do bólu. Najlepsze są jego sceny z Johnym, który mimo woli pod jego wpływem z upiornego smarkacza przeistacza się w mądrego, kochającego chłopca.

Mniej efektownie na tym tle wypada postać reżysera Roberta, głównego manipulatora ludzkimi losami, wykorzystującego cudzą i własną prywatność, gwoli osiągnięcia artystycznego sukcesu, Mateusz Łasowski. Momentami drażni  przesadną, nieuzasadnioną artystycznie wulgarnością.

Najtrudniej ciekawie zaistnieć w tej inscenizacji jest grającej rolę Mary Beacie Bandurskiej. Samotność i ogromne pragnienie uczucia, każą jej bohaterce wierzyć w każde słowo o miłości. Aktorka gra realistycznie. Jest wiarygodna, ale w zderzeniu z świetną, wielowymiarową postacią Jakuba, wypada mniej barwnie. W efekcie to nie jej, ale jemu widz współczuje.

Rewelacyjnie w drugoplanowych rolach prezentują się Marek Tynda jako Portier marzący o karierze Amstronga i Anita Sokołowska jako Lena.

Przedstawienie iskrzy od ciekawych zabiegów formalnych, porywa dobrze przez Piotra Bukowskiego dobrana muzyką. Ciekawe co powiedziałby na to Hłasko?

Anita Nowak

Z archiwum

Katarzyna Jeziółkowska - W majestacie Śmierci

Piękne i jak już nieaktualne określenie. Każdy wie, jak się zachować na wieść o narodzinach. Gratulacje, kwiaty, uśmiechy. Ciuszki i zabawki dopełniają rytuału powitania.

Ilu z nas wie, jak zachować się w obliczu śmierci? O czym rozmawiać z konającym? Gdy gaśnie bez świadomości, nie wahamy się postawić zapalonej świecy i odmawiać półgłosem pacierzy. Ale gdy odchodzi świadomie, gdy czas oczekiwania mu się dłuży, a sprawy doczesne uwierają o czym mówić?

Więcej …

Z archiwum

Stefan Rusin - Bez wyrzutów sumienia

Pod koniec 2006 roku  Jacek T. Zieliński przysłał mi z Neustadt dwie swoje książki poetyckie: "Bigos, kawior i konkwista czyli nowy polski romantyzm" (wyd.2003) i Bal nosorożca" ( wyd.2005). Przed opuszczeniem kraju był członkiem Gdańskiej Grupy Poetyckiej, pisał teksty piosenek dla tutejszych zespołów rockowych. Wspólnie z grupą „Jeep" wydał singiel „Grzesznica". Po zadomowieniu się w Niemczech podjął pracę jako pielęgniarz. Czuje się kosmopolitą. Pierwsza jego książka uzyskała dobre notowania w polskiej prasie literackiej.
Bohater liryczny tego zbioru poetyckiego robi wrażenie szamana odkrywającego, żyjącą  na antypodach, duszę polskiego romantyzmu. Z trudem godzi w sobie polską wrażliwość na tradycje, wierzenia i posłannictwo z zachodnią, odmienną rzeczywistością. Zakłada maskę ironisty, cynika i judasza , usiłując zdobyć dla siebie niezbędną przestrzeń egzystencjalną. W jego życiu dominują kobiety, alkohol i nostalgia.
Jacek T. Zieliński wybrał Artura Rimbauda za patrona swojego poezjowania, którego, zdanie: "W końcu uznałem nieporządek mojego umysłu za uświęcony" wydaje mi się piekielnie ważne podczas czytania tomiku wierszy "Balet nosorożca". W Prologu poeta umieścił wiersz o czuwaniu, choć nadmiar tego uczucia doprowadza bohatera lirycznego do złości, bowiem w różnych okresach jego życia "dobre dusze" usiłują zawiadywać jego prywatnością, bądź mieć znaczący na nią wpływ.

Więcej …

Z archiwum

Jan Grabowski - O, Pani, jesteś tak piękna jak po nocy świt

O, Pani, jesteś tak piękna jak po nocy świt.

Nie, to świt powinien Pani urody pozazdrościć,

albowiem wstaje w śnieżnych światłach, w błękitach.

I w purpurach lżejszych - wydaje się - od powietrza.

O Pani, idę do ciebie poprzez zaspy wspomnień,

na wskroś rozświetlających zimowe niebo konstelacji.

A uroda twa jak smak tych największych papierówek

zrywanych rankiem. Jeszcze ze srebrnym dotykiem gwiazd.

O Pani, pamiętam tamten lipiec. Teraz już bardziej

ze snu jest niż z realności. Lecz nade wszystko pamiętam

ciebie: zapach twych dłoni, twych rąk... Twój zapach:

dojrzałych - z tych niedostępnych gałęzi - papierówek.

A kiedy uniosły nas gorące chwile przedpołudnia

w bezdroża zieleni, to ogród jakby przystawał zapatrzony

w ciebie - nie mniej niż ja - błyskami liści. Podsłuchiwał

- szelestami - a może opowiadał o twej urodzie innym ogrodom.

A także i łąkom, również - w sadzawkach - wodom.

Bo kiedy szliśmy piękniał od ciebie - o Pani - cały świat,

który wydawał się wtedy na zawsze - wiecznie - trwać.

Bo takie chwile wieczne są i - teraz to wiem - nie ma ich wcale.

Chyba, że pojawiają się w snach albo - znienacka -

we wspomnieniach przez błękit zasp nad ranem,

purpurę chmur, kiedy śpi jeszcze niemal cały świat

nie wiedząc nic o Pani, o twej - jak papierówki - urodzie.

akant.org: