akant.org aktualny numer archiwum dodatki kontakt

Janina Osewska - wiersze

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Janina Osewska - wiersze
Sen biebrzański
Kiedy kwitł len
Wszystkie strony

Listopad

 

1.

tylko późną jesienią z okna pokoju widać

ten las za jeziorem - wzrok biegnie

poprzez nagie ramiona drzew - na przestrzał

w zasięgu nie ma człowieka

ani łodzi ani chodzącego po falach

niebo puste od ptaków trwa w czystej kompozycji

krajobrazu wyczekującego

jak kobieta

2.

wszystko jest darowane

nawet ten dzień późnojesienny

położony na liściach kruchych

od pierwszych przymrozków

samotności

3.

w porze zbioru zimowych jabłek

świat staje się nieskromny

z łatwością gubi przyodziewek

i nagi staje wobec Ciebie

jak człowiek

4.

świat jak Ty umiera każdej jesieni

i każdej wiosny czci Twoje narodziny

a człowiek - biegnie - biegnie - i biegnie...

wystarczy zaczerpnąć ze źródła krajobrazu

choćby naparstkiem ciszy by stanąć

twarzą w Twarz 



 

Komentarze  

 
0 #1 Ach 2012-12-06 11:09
Tekst jak zwykle nudny.
Zgłoś administratorowi
 

Losowo

Jerzy Suchanek - "PISK SILIKONU W JEJ PIERSIACH"
Sen, że jedzie się wciąż nie tam, gdzie by się chciało... Któż go nie śnił? To powszechny sen epoki podróży wszystkich wszędzie. Epoki, która zaczęła się w 1841 roku, kiedy to pan Thomas Cook zorganizował pierwszą wycieczkę pociągiem. Ten sen jest koszmarem, którego intensywność zależy jednak bardziej od samego śniącego, niż od np. fatalnego stanu organizacyjno-technicznego polskiego kolejnictwa.

Podróże nocą są snami, sny są nocnymi podróżami. Książką „Pędzące noce w wagonach. Opowiadania” Ewa Klajman-Gomolińska zabiera nas w oniryczną rzeczywistość, której obraz zdaje się zmieniać z prędkością pędzącego pociągu. Miga, pulsuje, jak krajobraz za oknem ekspresu lub pospiesznego - wtedy, gdy taki pociąg jedzie, choć jak ostatnio zauważyłem, czas postojów naszych pociągów jest dłuższy niż czas ich jazdy. Już tytułowe opowiadanie wciąga nas  w nerwowy kalejdoskop, jakby fotografie w fotoplastikonie zmieniały się co ćwierć sekundy, jakby komputerowy pokaz slajdów polegał na migotliwym nakładaniu kolejnego zdjęcia na poprzednie. Wszystko jest zmienne, ikony rzeczywistości mieszają się z ikonami rzeczywistości wirtualnej, medialnej. Wszystko jest, lub może być w każdej chwili czym innym. „(...) Warszawa to Mount Everest (...)”, a gdy „(...) Chodzimy po warszawskiej Starówce (...) zmienia się w gdańską Starówkę i pachnie morzem. (...)”

Więcej …

Z archiwum

Zhao Baitian - Koleje rzeki

Nie da się przebić powierzchni wody i dojrzeć legend ukrytych w nurcie”.

- Wallace Stevens

 

 

 

I

 

 

Udając się od przystanku Yejia do Hemudu1, trzeba wsiąść na prom przy rzece Yao. Rzeka jest szeroka, fale na niej wzburzone, woda szumi jak flaga, gdy macha się nią na wietrze. W zimowe dni, brzegi rzeki są puste i bezludne, tylko łodygi przybrzeżnych trzcin szeleszczą żałośnie na wietrze. W tej właśnie chwili zimowe słońce inkrustuje odległe góry, szczerzące się jak zęby piły. Niknące światło przetapia je na złoto, wody rzeki połyskują oślepiająco. Pan Gong z Biura Indeksu Nazw Miasta Tongzhou wyciąga, z przylegającej do ciała kieszeni, pożółkłe ze starości zdjęcie, uważnie wpatruje się w nie w półmroku. Zdjęcie to zrobiono za czasów Republiki w miasteczku, w którym mieszkam. Ulica Yuhuan, pokazana na samym środku fotografii, została strawiona przez pożar w roku 1929. Obecnie wygląda zupełnie inaczej. Nie wiem też, gdzie spoczywają dziś, przedstawieni na fotografii, ludzie o biernych twarzach. To nagłe spotkanie wzbudza we mnie niepokój i zaskoczenie kruchością tego świata. Sześćdziesiąt lat, sto lat, siedem tysięcy lat… wszystko zmienia się w fontannę kropli, wzbijaną przez dziób statku, przepływającą z chlupotem do tyłu. Przecież ta niedługa rzeczka zrodziła nie tylko moje miasto. Grunt długiej i wąskiej równiny, naniesiony przez rzeczkę, jest również kolebką olśniewającej kultury Hemudu sprzed siedmiu tysięcy lat. Ósmego stycznia 1990 roku, przeprawiwszy się na drugi brzeg, wszedłem na tereny tej prehistorycznej cywilizacji. Jak pielgrzym ochrzciłem swoją duszę w wodach rzeki.

 

Więcej …

Z archiwum

Janusz Marian Paluch - Kaja od Oleńki

Kaja od Radosława… Znacie ją? Nie? To macie Państwo doskonałą okazję poznać tę wspaniałą kobietę. Wystarczy sięgnąć po nową książkę ALEKSANDRY ZIÓŁKOWSKIEJ-BOEHM „Kaja od Radosława czyli historia hubalowego krzyża”. Naprawdę warto!
Gdyby jej życiorys miał posłużyć filmowcom, musieliby nakręcić kilka filmów lub stworzyć serial, tak typowy dla dzisiejszych czasów. Życie Kai było i jest piękne oraz fascynujące; przepełnione dramatami, ale spełnione w każdym calu.
A wszystko zaczęło się 2 kwietnia 1916 roku w Białymstoku, kiedy urodziła się Cezaria Iljin. Był to czas I wojny światowej. Nie przeszkodziło to matce Cezarii - pani Bronisławie, w wyjeździe z niemowlęciem na Syberię, do męża Modesta, który (w 1905 r. jako student uniwersytetu w Petersburgu zesłany został na Sybir) pracował przy budowie transsyberyjskiej linii kolejowej. Pani Bronisława – wówczas jeszcze Szemiot – poznała go podczas odwiedzin, jakie złożyła swemu bratu Bolesławowi, który na Syberię pojechał dobrowolnie, do swojej pierwszej pracy. W książce jest ukazany interesujący i mało znany wątek tzw. „gorączki syberyjskiej”, kiedy Polacy osiadali na Syberii z własnej woli! W sierpniu tegoż roku odbył się w Barnambulu nad Obem chrzest maleństwa w rzymskokatolickim kościele. Tam nadano jej to piękne, dzisiaj niespotykane raczej, imię Cezaria. Potem bohaterowie wyjechali do polskiej kolonii w syberyjskim Zajsanie, leżącym u podnóża Ałtaju. Mieszkali w „dużym otynkowanym domu z płaskim dachem. Przez ogród przepływał aryk (…), którym płynęła źródlana woda z gór. (…) Obszerne podwórze otaczały zabudowania gospodarcze. W obejściu były trzy wielbłądy baktriany, osobno: dwa konie, krowy, owce z charakterystycznymi dla tych regionów kurdiukami.(…) Były też świnie i wielkie wieprze, indyki i kury, a także mnóstwo drobiu”. Celowo podkreślam zasobność gospodarstwa Iljinów, wszak nie było ono na Syberii jedyne.
Cezaria niewiele zapamiętała z czasów dzieciństwa. Czytelnika, który zetknął się z opisami losów wywiezionych na Syberię Polaków ( opisami pozostawionymi choćby przez Melchiora Wańkowicza w jego znanych „Dziejach rodziny Korzeniewskich” czy przez Gustawa Herlinga-Grudzińskiego w biograficznej książce „Inny świat”) albo zapoznał się z wydawnictwami Sybiraków, którym udało się przejść przez piekło wywózek, znaczonych ciężką pracą, chorobami, głodem i śmiercią, zaskoczą sielskie obrazki, jakie z dzieciństwa zapamiętała Cezaria. Opowiada o Syberii jak o bajkowej krainie spokoju, radości, przyjaznego otoczenia i dostatku! Ich piękny dom w Zajsanie położony był u stóp Ałtaju. Za miastem rozciągał się bezkresny i jednostajny step, wybuchający czeremchami i jarzębinami, a także topolami (które służyły jako drzewka bożonarodzeniowe w czasie świąt), pojawiającymi się dopiero w okolicy miasta. Step ów wabił także odurzającymi zapachami lukrecji. Po okresie letnim przychodziła zazwyczaj surowa zima, do której przygotowywano się bardzo starannie. „Biło się świnie i barany. Wielkie wianki suszonej kiełbasy i wędzonych szynek zapełniały spiżarnię. Duże beczki pełne jagód, żurawiny, pastiły, a nawet beczułki z masłem ustawiano rzędem w spiżarni w domu. Na zewnątrz w stodole pełno było zboża i siana, do składzików zwożono zapasy węgla i kiziaku”.

Więcej …

Z archiwum

Magdalena Wysocka - * * *

wstępuje w ramiona Chwały

moja Matka

i twoja (jeśli zaufasz)

z aureolą jej samowitości

już nie depcze węża

już bez korony

pokornie niczyja

a przecież wszystkich

jakby zaspana

jakby niegotowa na dziś

a ty szepczesz

pod Twoją

tunikę

schować pragnę oczy

bo one uwodzą

akant.org: