akant.org aktualny numer archiwum dodatki kontakt

Wojciech Ślusarczyk - Seks i śmierć, czyli łabędzi śpiew w świetle wybranych źródeł antycznych

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)

Europejska kultura posiada przebogatą sferę symboliki. Niebagatelne miejsce zajmuje w niej łabędź. Ptak ten intrygował ludzi każdej epoki, zaprzątając uwagę prostaczków1 i wizjonerów2. Tak jak podstawy kultury europejskiej należy widzieć w antyku, tak samo w nim trzeba szukać początku znaczenia łabędzia jako symbolu. Zawierał on w sobie specyficzny melanż, łączący pojęcia: śmierci, życia, miłosnego aktu, hermafrodytyzmu, boskiej mocy i wreszcie nieśmiertelności. Penetrując znaczenia tego symbolu, podążamy po zamkniętym obiegu, w którym trudno wyznaczyć odrębne odcinki. Wymienione wyżej znaczenia nierozerwalnie łączą się ze sobą. Spróbujmy jednak przebyć tę drogę.
Na początku należy zapytać o to, z jakimi łabędziami mogli mieć styczność Pelazgowie, a potem Grecy i Rzymianie. Prawdopodobnie gatunkiem spotykanym przez nich najczęściej był łabędź niemy (cygnus olor). Dziś ptak ten podejmuje niekiedy dalekie wędrówki, lecąc z europejskich i azjatyckich legowisk aż do północnej Afryki3. Zapewne podróżował tak też i w starożytności, przebywając czasowo w świecie greckim. Łabędź krzykliwy, żyjący dziś w Skandynawii4 nie był raczej spotykany przez starożytnych. Być może wieści o nim docierały na teren basenu Morza Śródziemnego, przenoszone przez wędrowców5. Prawdopodobnie informacje na temat tych dwóch gatunków zlały się ze sobą, wytwarzając mylne pojęcie „łabędziego śpiewu". Będzie ono istotne dla naszych dalszych rozważań.


Mitologia grecka zna pięciu mężczyzn o imieniu ??????6 (gr. łabędź). Ich postacie łączy ze sobą tanatologiczny kontekst. Jednocześnie śmierć stanowi w większości przypadków początek życia. Jeden z mężczyzn został zabity z polecenia Apollona, gdyż napadał na pielgrzymów zmierzających do Delf7. Drugim zaopiekował się łabędź, ratując porzucone niemowlę, którym był ów ??????, od niechybnej śmierci8. Trzeci został zabity przez Achillesa9. Jednak ulitował się nad nim Posejdon i przywrócił mu życie, zmieniając go jednocześnie w łabędzia10. Czwarty został zmieniony w łabędzia przez Dzeusa, gdy opłakiwał śmierć swego przyjaciela, Featona11. Piąty popełnił samobójstwo, a zaraz po nim zabiła się jego matka12. Powodowany litością Apollon, wskrzesił obydwoje pod postacią łabędzi13. Łabędź jawi się więc jako istota pokonująca śmierć. Aby jednak można było mówić o triumfie życia, musiał nastąpić zgon. Paradoksalne? Tylko pozornie.

W świecie przyrody tylko dzielące się nieustannie bakterie zyskują w ten sposób jednostkową „nieśmiertelność"14. Organizmy, rozmnażające się drogą płciową, zostały przez naturę skazane na starzenie się i w konsekwencji śmierć15. W odróżnieniu od kopiującej się nieustannie bakterii, potomek, powstały w skutek aktu płciowego, jest nową istotą. Akt płciowy, będący warunkiem śmierci rodziców, jest też gwarancją powstania nowego życia – potomstwa16. Widzimy więc, iż z jednej strony aktu płciowego znajduje się śmierć a z drugiej nowe życie17. Nie powstałoby ono, gdyby nie fakt zaistnienia aktu płciowego, a więc i śmierci. Akt płciowy jest więc w pewnym sensie zwieńczeniem życia – jego ostatecznym przejawem18.


„Mógłbym bez żalu, niewiasto równa boginiom,

Łoża z tobą zaznawszy, w głębiny zstąpić Hadesu19"


-wyznaje Afrodycie, przebranej za śmiertelniczkę, oczarowany nią Anchizes. Endymion, martwy za dnia, ożywa nocą, by uprawiać miłość z Selene20. O świcie jednak umiera ponownie. Także w kulturze Rzymu miłość cielesna łączyła się ze śmiercią. W życie Lukrecji i Tarpei wdarła się seksualna namiętność, za co obie zapłaciły życiem21. Zarówno u Rzymian, jak u Greków uczucie to łączone było z łabędziem.

„Spiesz się... Cudną, śnieżną szyję otocz miłośnie ramiony22"


-zwraca się Owidiusz do czytelnika. Dalej zaś pisze:

„Jeśli boski blask miłości mają twoje śnieżne uda,

Jeżeli czarują oczy twej łabędziej szyjki cuda,

(...)23".


Pod koniec „Sztuki kochania" czytamy:

„Skończyłem moją opowieść.

Niech wam pożyteczna będzie

Pora już z mego rydwanu

Wyprzęgać białe łabędzie...24"

Rzymska mozaika z Cypru z III w. p.n.e. przedstawia roznegliżowaną Ledę25, która wabi znajdującego się obok łabędzia, ukazując mu pośladki oraz trącając jego dziób zwiewną, trzymaną w dłoni szatą26. Grecki krater z 420 – 410 r. p.n.e. przedstawia kąpiącą się kobietę, zaskoczoną przez Satyrów27. Całemu zajściu przygląda się para łabędzi28. Seksualny charakter tej sceny jest oczywisty. Zarówno seks jak i śmierć łączą w sobie słowa Klitemnestry na temat martwych kochanków - Agamemnona i Kasandry:


„(...)

Kary należnej nie uszły ich czyny:

Bo oto z niego trup – a ona łabędź,

Ostatnią piosenkę zawiódłszy przedśmiertną

Leży przy lubym, a ja nad ich łożem

Miłości – szczytu rozkoszy dochodzę29".


Znaczenie „łabędziego śpiewu" bliskie jest orgazmowi, traktowanemu jako ostateczne, przedśmiertne spełnienie, uzyskane dzięki zespoleniu się mężczyzny i kobiety. Połączeni w akcie miłosnym, przeżywając orgazm, przez chwilę równi stają się boskim istotom, zyskując ich moc30. W mitach z różnych stron świata często odnajdujemy wątek boskich i hermafrodytycznych istot31. Bóg starotestamentowy nie posiada płci32. Jest więc hermafrodytą33. Hermafrodytą jest egipski Atum34. Jego imię posiadało też żeńską wersję „Atumet"35. W kulturze minojskiej żeńskie odpowiedniki posiadają: Djeus (gr. Dzeus) – Diwia, Poseidaon (gr. Posejdon) Posidaia36. Identyczną z minojską, żeńską wersję Dzeusa znali też Achajowie37. Również Germanie znali męskiego Freya i jego żeński odpowiednik Freyję38. Wszystkie te przykłady świadczą o pierwotnym hermafrodytycznym charakterze bóstw. Posiadały one na co dzień moce, dostępne dla ludzi tylko podczas (powiązanego ze śmiercią) orgazmu. Jedną z nich była umiejętność wieszczenia. Świadectwem tego jest mit mówiący o wieszczku Tejrezjaszu, zamienionym przez Dzeusa i Herę w kobietę39. U łabędzi nie istnieje dymorfizm płciowy, jeśli chodzi o upierzenie40. Laikowi trudno rozpoznać ich płeć. Prawdopodobnie starożytni nie mogli oprzeć się wrażeniu, iż ptaki te są hermafrodytami41. Posiadają więc zdolność wieszczenia. Być może seksualny wątek znaczenia symbolu łabędzia wpłynął na to, iż łabędzie wieszczyły najczęściej tylko w obliczu swojej śmierci, dając temu wyraz łabędzim śpiewem. Ezop przytacza niemego łabędzia, którego kupiec nabył ze względu na powszechne mniemanie o pięknym śpiewie tych ptaków. Gdy łabędź milczał, note48anc">48. (...) widział też łabędzia, który dla odmiany postanowił wybrać życie człowieka, a inne muzykalne zwierzęta tak samo49".


W starożytności istniało przeświadczenie iż dusze poetów – śpiewaków, wstępują po ich śmierci w ciała łabędzi50. Mitologia przypisuje łabędzie Apollonowi, bogowi muzyki.


„Febie, ciebie i łabędź opiewa, łopocząc skrzydłami,

Który przechadza się brzegiem pełnego wirów Peneju.

Ciebie także i pieśniarz mający dźwięczną formingę

Miłym głosem opiewa na wstępie i na końcu swej pieśni51".
Bóg ten narodził się (wraz z siostrą Artemidą) na wyspie Delos. Był synem Latony i Dzeusa52. Zaraz po narodzinach, nad wyspą łabędzie zatoczyły w powietrzu siedem kręgów53. Następnie Apollon zaprzągł je do swego rydwanu i poleciał na północ54, do kraju Hyperborejczyków55. Potem udał się do Delf, gdzie zabiwszy Pytona, otrzymał od Matki Ziemi dar wieszczenia56. Relacja między Apollonem, a Pytią posiada charakter seksualny. Możemy bowiem postrzegać Pytię jako nieuświadomioną (co do przyszłości) dziewicę, z którą Apollon łączy się, zapładniając ją57. Efektem zapłodnienia jest wizja przyszłości58. Taką wizją obdarzył też Apollon łabędzie.

Historia narodzin Apollona wiąże się w pewien sposób z mitem o Ledzie i Dzeusie. Matka Apollona - Latona, nazywana była również Leto lub Lat59. Imiona te pokrewne są kupiec postanowił go zjeść.


„Ten z początku nie odzywał się, ale gdy spostrzegł, że grozi mu śmierć, zaczął opłakiwać swój los [śpiewem]42."


Tak samo zareagował inny, opisywany przez Ezopa, łabędź, gdy groziła mu śmierć :

„Schwytany łabędź zaśpiewał pieśń żałobną (...)43."

Spójrzmy, co o wieszczących łabędziach w pisze w Fedonie Platon:


„Widać (...), że wieszczego daru nie mam nawet tyle, co łabędzie. One, kiedy widzą, że im umierać trzeba, śpiewają podobnie jak i przedtem; ale wtedy przede wszystkim i najwięcej śpiewają; z radości, że mają odejść do boga, któremu przecież służą44." „A ludzie, ponieważ się sami śmierci boją, roznoszą fałszywe wieści o łabędziach. I mówią, że one płaczą, że one z bólu śpiewają przed śmiercią, a nie liczą się ludzie z tym, że żaden ptak nie śpiewa,(...) gdy cierpi i umiera. (...) Myślę, że to ptaki Apollona, więc mają wieszczy dar i z góry wiedzą, jak tam dobrze w Hadesie (...).45"


Podobnie o wieszczeniu łabędzi pisze Cyceron w „Rozmowach tuskulańskich". Przytacza słowa Sokratesa:


„(...) wszyscy dobrzy i mądrzy ludzie powinni postępować jak łabędzie, nie bez powodu poświęcone Apollonowi, bowiem zda się, iż obdarzył je przeczuciem rzeczy przyszłych (...).46"


Cyceron do łabędziego śpiewu przyrównał również przedśmiertną mowę Licyniusza Krassusa:


„Ta mowa była, iż tak rzekę, śpiewem łabędzim (...).47"


Łabędzi śpiew może też być znamieniem wspomnianego wyżej triumfu nad śmiercią, a więc nieśmiertelności. Platon w „Państwie" przytacza relację świadka, który w cudowny sposób wrócił z zaświatów. Powiada on iż:


„(...) widział duszę Orfeusza, jak wybierała żywot łabędzia przez odrazę do płci żeńskiej. (...) Orfeusz poniósł śmierć z ręki kobiety, więc nie chciał przychodzić przez ciało kobiety60. Lada może oznaczać tyle samo, co Leda61. Leda zaś odbyła stosunek seksualny z Dzeusem, ukrywającym się pod postacią łabędzia62. To tylko jedna z wersji mitu, najbardziej jednak popularna i najważniejsza dla naszych rozważań. W efekcie owego aktu narodzili się Dioskurowie i Helena63. Ich ojciec zaś zamieścił na niebie gwiazdozbiór łabędzia64. Zestawienie tych dwu mitów pokazuje nam, że ojcem Apollona, będącego panem łabędzi, jest Dzeus pod postacią łabędzia.

W przytaczanych powyżej przykładach łabędzie i ich śpiew zawsze występują w kontekście seksu i śmierci, a także boskiej - hermafrodytycznej mocy, której przejawem jest wieszczenie. Praca ta jest zaledwie sygnałem, informującym o istnieniu takiego problemu badawczego. Wymaga on zgłębienia przez specjalistów, którzy zajmują się kulturą antyku. Niezbędne jest także o wiele bardziej gruntowne oparcie o źródła.


Źródła

Aeschylus, Agamemnon. Tragedya Esychylosa, przekł. Z. Węclewski, Poznań 1856.

Bajki ezopowe, przekł. M. Golias, Ossolineum 1961.

Hymny homeryckie, przekł. W Appel, Toruń 2001.

Marek Tuliusz Cyceron, Pisma filozoficzne, t. 3, przekł. W. Kornatowski, J. Śmigaj, Warszawa 1961.

Marek Tuliusz Cyceron, Dzieła zebrane, t. 6, tłum. E. Rykaczewski, Kórnik 1873.

Owidiusz, Sztuka kochania, przekł. J. Ejsmond, Warszawa 1922.

Platon, Fedon, przekł. R. Legutko, Kraków 1995.

Platon, Państwo, przekł. W. Witwicki, Kety 1997.


Opracowania

D. Chyła, Kult Ateny Partenos w starożytnej Grecji, Bydgoszcz 2004.

J. E. Cirlot, Słownik symboli, Kraków 2000.

Apteka „Pod Łabędziem"150 lat, red. A. Drygas, Bydgoszcz 2003.

R. Graves, Mity greckie, Warszawa 1974.

P. Grimal, Miłość w starożytnym Rzymie, Warszawa 2005.

P. Grimal, Słownik mitologii greckiej i rzymskiej, Ossolineum 1990

P. Lombardii, Filozof i czarownica. Rozum i świat magiczny, Warszawa 2004.

P. Lorie, Przesądy, Warszawa 1993.

K. Myśliwiec, Eros nad Nilem, Warszawa 1998.

G. Neret, Erotica Universalis, Koln 1994.

E. Papuci – Władyka, Sztuka starożytnej Grecji, Kraków 2001.

J. Ruffie, Seks i śmierć, Warszawa 1997.

G. Thomson, Egea prehistoryczna, Warszawa 1958.

Wielka Encyklopedia przyrody, red. B. Zasieczna, Warszawa 1999.

T. Zieliński, Starożytność bajeczna, Katowice 2005.



1 P. Lorie, Przesądy, Warszawa 1993, s. 141.

2 J. E. Cirlot, Słownik symboli, Kraków 2000, s. 239.

3 Wielka Encyklopedia przyrody, red. B. Zasieczna, Warszawa 1999, s. 96.

4 Ibidem, s. 97.

5 Niestety na obecnym etapie badań autor snuć może jedynie przypuszczenia. Zagadnienie to wymaga osobnych i wnikliwych badań.

6 P. Grimal, Słownik mitologii greckiej i rzymskiej, Ossolineum 1990, s. 196.

7 Ibidem, s. 196.

8 Ibidem, s. 196.

9 Ibidem, s. 196.

10 Ibidem, s. 196.

11 Ibidem, s. 196.

12 Ibidem, s. 196.

13 Ibidem, s. 196.

14 J. Ruffie, Seks i śmierć, Warszawa 1997, s. 7.

15 Ibidem, s. 7.

16 Ibidem, s. 47.

17 P. Grimal, Miłość w starożytnym Rzymie, Warszawa 2005, s. 137 i 242. Autor przytacza w tej pracy przykłady kultów Wenus i Izydy, obiecujących triumf nad śmiercią poprzez miłość cielesną, dającą potomstwo.

18 Możemy też rozumieć inicjację seksualną jako śmierć dziecka, a narodziny jednostki dorosłej. (G. Thomson, Egea prehistoryczna, Warszawa 1958, s. 28. ) Potwierdzałoby to powyższe stwierdzenie, iż triumf nad śmiercią zależny jest od faktu jej zaistnienia.

19 Hymny homeryckie, Hymn do Afrodyty V 153 – 154.

20 Hymny homeryckie, przekł. W. Appel, Toruń 2001, s. 300.

21 Grimal, Miłość, op. cit., s 34.

22 Owidiusz, Sztuka kochania II, XV.

23 Owidiusz, Sztuka kochania III, XXXI.

24 Owidiusz, Sztuka kochania III, XXXIV.

25 Mit o Ledzie zostanie rozpatrzony w dalszej części pracy.

26 G. Neret, Erotica Universalis, Koln 1994, s. 55.

27 E. Papuci – Władyka, Sztuka starożytnej Grecji, Kraków 2001, s. 268.

28 Ibidem, s. 268.

29 Ajschylos, Agamemnon 15.

30 Ruffie, op. cit., s. 186.

31 Ibidem, s. 240.

32 Ibidem, s. 187.

33 Ibidem, s. 187.

34 K. Myśliwiec, Eros nad Nilem, Warszawa 1998, s. 22.

35 Ibidem, s. 43.

36 D. Chyła, Kult Ateny Partenos w starożytnej Grecji, Bydgoszcz 2004, s. 20.

37 Ibidem, s. 24.

38 Religie Bliskiego Wschodu i dawnej Europy, red. J. Keller, Warszawa 1981, s. 230.

39 J. Niżkiewicz, Tajemnice dawnej medycyny, Gdańsk 2003, s. 150.

40 Wielka Encyklopedia przyrody, op. cit., s. 96.

41 Ponadto dwojako mogła być postrzegana łabędzia szyja. Z jednej strony jako przejaw delikatnej kobiecości, a z drugiej jako falliczna manifestacja. W. Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 1990, s. 209.

42 Ezop, Łabędź.

43 Ezop, Łabędź.

44 Chodzi tu o Apollona, o którym będzie jeszcze mowa (przyp. autora).

45 Platon, Fedon 84 E, 84 B.

46 Cyceron, Rozmowy tuskulańskie I 30.

47 Cyceron, O mówcy III, II.

48 Ta mizoginia ma jednak podłoże jak najbardziej heteroseksualne.

49 Platon, Państwo X.

50 Apteka „Pod Łabędziem"150 lat, red. A. Drygas, Bydgoszcz 2003, s. 102.

51 Hymny homeryckie, Hymn do Apollona H XXI 1-4.

52 Grimal, Słownik, op. cit. , s. 34.

53 Ibidem, s. 34.

54 Czyli tam skąd prawdopodobnie przybywały do Grecji łabędzie.

55 Grimal, Słownik, op. cit., s 34.

56 T. Zieliński, Starożytność bajeczna, Katowice 2005, s. 19.

57 P. Lombardii, Filozof i czarownica. Rozum i świat magiczny, Warszawa 2004, s. 148.

58 Ibidem, s. 149.

59 R. Graves, Mity greckie, Warszawa 1974, s. 198.

60 Ibidem, s. 199.

61 Thomson, op. cit., s. 469.

62 Graves, op. cit., s. 198.

63 Ibidem, s. 199.

64 Ibidem. s. 198.


+ 6
+ 9
 

Zobacz też

Losowo

Stefan Pastuszewski - Jak w gęstej zupie...

Przynajmniej mnie proza TADEUSZA ZUBIŃSKIEGO przywodzi na myśl zachłanność. Zachłanność na ludzi, zdarzenia, sytuacje, szczegóły. Jest tak gęsta i bogata, a zarazem w ogólnym wyrazie jednorodna niczym Bursztynowa Komnata, po którą jak po złote runo jeździ ów pisarz wraz z innymi braćmi inflanckimi na północny wschód Europy – gniazdo romantyzmu i... ujmującego w swej dziecięcej prostocie, pragmatyzmu.

Powieść składa się z niezwykle przekonywujących i perfekcyjnie zbudowanych bohaterów. Każdy z nich posiada realne motywacje, swój własny język, własną psychikę, własne marzenia, sukcesy i porażki. II Rzeczpospolita nie była monolitem, krajem bez dialektów, bez Białorusinów, Ukraińców, Rosjan, Litwinów, Słowaków, Żydów. Dziś natomiast wszyscy w zasadzie mówimy tak samo, tak samo określamy rzeczywistość. Świat stał się mniejszy za sprawą mediów i globalizacji ekonomicznej. Wtedy każdy był z „innej planety”. I tę odmienność w sposób wręcz mistrzowski odzwierciedla autor „Sprawiedliwego w Sodomie”.

Więcej …

Z archiwum

Melania Kanior - Poznań - miłość czy nienawiść?
Czy ja wiem? Wiem, że zaczęłam kochać i nienawidzić to miasto. Tak, tak, tak, to ja wiem!Poznań - lepszy niż Ibiza i Majorka razem? 

Kocham wszystkich poznaniaków, którzy w tym świecie, w tych czasach jeszcze mają odwagę nosić sztruksowe spodnie. Ale nienawidzę tych, którzy noszą slipy, obojętnie czy czarne, białe, czerwone, w kratki, z serduszkami itp. Kocham pić poznańskie piwo „Dog in the Fog”. Ale nienawidzę tych w całym mieście przez psy zasranych chodników, po których poruszam się jak skacząca prima balerina! Kocham swoją drogę do UAM-u, idę szybko i dynamicznie, patrzę wprost, rytmiczna muzyka w głowie i czasem nawet flirtując, uśmiecham się do jakiegoś atrakcyjnego poznaniaka, oczywiście w sztruksowych spodniach.

Tak, czuje się dobrze w Poznaniu.

Lecz nienawidzę jak mnie napada niepewność, jak czekam przy czarnych światłach; stoję, samochody też stoją, co teraz? Mam iść, czy nie? Jak się ruszę to na pewno jakiś dupek da w pydę i przejedzie mnie, rozsmaruje mnie jak psie gówno na szosie!

Kocham jak mgła wisi nad miastem, wtedy ostre kontury miasta, hałas ulicy, pośpiech ludzi, negatywne uczucia, wszystko to tonie w tym białym morzu niewyraźności, anonimowości i ja, szukając brzegu, poruszam się w zwolnionym tempie wśród czasu. To dziwne, nostalgiczne, piękne!

Nienawidzę czasem swojej samotności, zwłaszcza wtedy, gdy wokół mnie wszystko wibruje i się rusza, no i wszędzie te cholerne milczące parki, na przystanku autobusowym, w tramwaju, w parku na ławce, ale szczególnie w każdej fajnej kafejce! 
Czy tu kurwa wstęp dla singelek zabroniony czy co? Sorry, sorry, przecież jestem sympatyczną studentką Erasmusa! Mam klasę, jasne!

Tak, Tak! Kocham profesora X za jego pięknego inteligentnego wąsa. Już się bałam, że w Polsce wymarły takie piękne wąsy! Ale pana profesora jest wyjątkowy, bo magiczny! On wsysa wszystkie pana mądre słowa, które płyną przez pana usta! Tak, tak, ale cicho, cicho, to tajemnica!

Nienawidzę tego smrodu starego, olejowego tłuszczu z „Muff”- Piccoli, który się na drogę wylewa i mój nos zatyka, że mi się niedobrze robi! Kochani studenci, przecież wy się zatrujecie!

Kocham profesorkę Y za jej niesamowitą wiedzę o literaturze, teatrze, za estetykę, sztukę, muzykę, itp., która między 16 i 18 godziną gigantycznymi falami wiedzy zalewa mój biedny naiwny mózg - ale to czad! 
Nienawidzę, że mi nikt nie robi miejsca jak idę chodnikiem, na którym gromady ludzi spieszą się gdziekolwiek; czuję się jakbym szła pod prąd! Ej wy, dziumdzie w tych krótkich spódniczkach, czy wy ślepe czy co? Kocham „Dr Geralda", bo robi najlepsze ciastka na całym świecie: czekoladowa polewa i krem kokosowy; nium, nium, niami, niami!

Nienawidzę Lucyndy, u której wynajmuję pokój. Nazywam ją Lucyfer, bo chodzi ze swoimi widłami do gnoju przez mieszkanie i wrzeszczy: „Oh, Jesus Christ!”, bo coś się o milimetr od stałego miejsca przesunęło! Tak, Jesus cries z powodu twojej egzystencji!

Kocham pana magistra za jego filuterny uśmiech, ale szczególnie za jego entuzjazm na wykładzie o Becketcie! Kiedy pana znów zobaczę? Nie miałby pan ochoty mnie kiedyś zaprosić na kawę? Och, proszę!

Nienawidzę tych polsko-niemieckich „Tussis” Erasmusa, które są bez fantazji i ciekawości; mają wielkie dupy, którymi kiwają co wtorek w czytelni, obiecując chłopakom nocne przygody! Naprawdę chłopaki, nie ma co! Nuda, nuda, nuda...

Kocham język polski, bo jest taki romantyczny, taki słodki i czarujący: „buziaczki, myszka mała, najsłodsza żabcia, malutka niuncia, słoneczko moje, pupcio...” Czy to nie fajnie brzmi „brzuszko moje”?!

Bez końca mogłabym wyliczać, co kocham i czego nienawidzę w tym mieście, ale mam już dość! Męczy mnie tylko jedno pytanie! I teraz powiedz mi proszę kochany Adamie Mickiewiczu, czy to jest miłość, czy to jest nienawiść?

Co ja cię w ogóle pytam?! Przecież sam nie wiesz, czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie!

Po prostu w cholerę z tą miłością i nienawiścią! Nienawidzę, bo kocham i kochać chcę namiętnie, hałaśliwie, subtelnie, boleśnie, delikatnie, szybko, wolno, mocno, codziennie, w każdej chwili, na zawsze Ciebie

Poznań.

Z archiwum

Eligiusz Dymowski - Architekt słowa

Nakładem Krakowskiej Oficyny Konfraterni Poetów ukazały się niedawno trzy tomiki wierszy znanego architekta i urbanisty prof. WITOLDA CĘCKIEWICZA, zatytułowane po kolei: "Z muzą na co dzień"1, "Podniebne loty"2, "Perpetuum mobile"3. Stanowią one niezwykłe osobiste świadectwo profesora, który w chwilach zamyślenia, opisuje zwyczajnym językiem codzienność. Architektura i poezja są w życiu Cęckiewicza wręcz komplementarne. Mówią i oddychają w podobnych klimatach. Dotykają wrażliwości oczu i duszy, poruszają wyobraźnię, wykraczając poza granice chwilowego trwania, gdyż jak zauważa sam autor "Obie - gdy doskonałe / nas wszystkich przetrwają" ("Poezja i architektura").

Każdy może pisać wiersze, ale nie każdy jest poetą. Świat ma tyle barw, ile potrafimy ich dostrzec. Czytając wiersze Cęckiewicza odnoszę wrażenie, iż jego tylko osobista skromność, wybrała do każdego tomu to samo motto: "Cóż wam to szkodzi, / cóż wam to szkodzi, / że sobie składam te zwrotki" (Jan Kasprowicz). Jest bowiem w tych wierszach indywidualna głębia, jakaś próba zatrzymania upływającego czasu, modlitwa i zamyślenie oraz poczucie odpowiedzialności za każde napisane słowo. To wszystko tworzy niepowtarzalny poetycki klimat, gdzie polskie krajobrazy, zachwyt nad prostotą i pięknem Podhala, jest tak samo bliski i ważny dla autora, jak słynna Opera w Sydney, świat innych barw raf koralowych, czy paryski Łuk na Defense. Jest w tych wierszach również wyczuwalna dziwna tęsknota, która "wypełzła z zakamarków, / z głębiny pamięci", jak czytamy w jednym z wierszy Cęckiewicza.

Otrzymujemy życie jako dar i zadanie. Od nas zależy w jakim architektonicznym kształcie zbudujemy codzienność uczuć i wrażeń. Co będzie bliskie, a o czym trzeba jak najszybciej zapomnieć, bowiem prawda o świecie jest także prawdą o nas: "Bo żyć to znaczy kochać / nie siebie / lecz to co cię otacza" ("Dwie miłości").

Ewangeliczna przypowieść o talentach (por. Mt 25, 14-30) w namacalny sposób zostaje dopełniona również osobą Witolda Cęckiewicza. Pasja i miłość do sztuki, upór i pracowitość, pokazy, że w życiu profesora otrzymane talenty pomnażają się o inne. Ubogacają nie tylko nasze miasta, tworzą nowe obiekty sakralne, ale również i ludzkim słowem oddają cześć i malują piękno tego świata w hołdzie Pierwszemu Architektowi Słowa. 

1 Witold Cęckiewicz, Z muzą na co dzień, wyd. II poprawione, Oficyna Konfraterni Poetów, Kraków 2007, ss. 60.

2 Witold Cęckiewicz, Podniebne loty, wyd. II poprawione, Oficyna Konfraterni Poetów, Kraków 2007, ss. 76.

3 Witold Cęckiewicz, Perpetuum mobile, Oficyna Konfraterni Poetów, Kraków 2007, ss. 64.

Z archiwum

Magdalena Sterkiewicz - Fotografie dusz
Anioł przyszłości zbyt łatwo

odwraca nam głowę do innego

słońca są jaśniejsze noce

na suchej poduszce kolce

róży wyrwane by już nie kłuły

niespełnione sny w wazonie

nie pozwala tulić pod sercem

dziecka-tęsknoty niezmywalną farbą

pokrywając uśmiechy czarno-białych lic

Anioł przeszłości z pustego nieba

wizytę składa nagle zabiera

luksus niepamięci tłucze słońce

w drobny pył pod powiekami

droga wije się miedzy

łzami odrzucona tęsknota

wraca ubrana w ból

sznur ścieżki tak łatwo

plącze nogi potykają się

o kamienie łatwe wybory kosztują

jedną łzę pomarszczoną twarz

szlak ułożonych odpowiedzi

na wczoraj i na jutro

akant.org: