akant.org aktualny numer archiwum dodatki kontakt

Wojciech Ślusarczyk - Seks i śmierć, czyli łabędzi śpiew w świetle wybranych źródeł antycznych

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)

Europejska kultura posiada przebogatą sferę symboliki. Niebagatelne miejsce zajmuje w niej łabędź. Ptak ten intrygował ludzi każdej epoki, zaprzątając uwagę prostaczków1 i wizjonerów2. Tak jak podstawy kultury europejskiej należy widzieć w antyku, tak samo w nim trzeba szukać początku znaczenia łabędzia jako symbolu. Zawierał on w sobie specyficzny melanż, łączący pojęcia: śmierci, życia, miłosnego aktu, hermafrodytyzmu, boskiej mocy i wreszcie nieśmiertelności. Penetrując znaczenia tego symbolu, podążamy po zamkniętym obiegu, w którym trudno wyznaczyć odrębne odcinki. Wymienione wyżej znaczenia nierozerwalnie łączą się ze sobą. Spróbujmy jednak przebyć tę drogę.
Na początku należy zapytać o to, z jakimi łabędziami mogli mieć styczność Pelazgowie, a potem Grecy i Rzymianie. Prawdopodobnie gatunkiem spotykanym przez nich najczęściej był łabędź niemy (cygnus olor). Dziś ptak ten podejmuje niekiedy dalekie wędrówki, lecąc z europejskich i azjatyckich legowisk aż do północnej Afryki3. Zapewne podróżował tak też i w starożytności, przebywając czasowo w świecie greckim. Łabędź krzykliwy, żyjący dziś w Skandynawii4 nie był raczej spotykany przez starożytnych. Być może wieści o nim docierały na teren basenu Morza Śródziemnego, przenoszone przez wędrowców5. Prawdopodobnie informacje na temat tych dwóch gatunków zlały się ze sobą, wytwarzając mylne pojęcie „łabędziego śpiewu". Będzie ono istotne dla naszych dalszych rozważań.


Mitologia grecka zna pięciu mężczyzn o imieniu ??????6 (gr. łabędź). Ich postacie łączy ze sobą tanatologiczny kontekst. Jednocześnie śmierć stanowi w większości przypadków początek życia. Jeden z mężczyzn został zabity z polecenia Apollona, gdyż napadał na pielgrzymów zmierzających do Delf7. Drugim zaopiekował się łabędź, ratując porzucone niemowlę, którym był ów ??????, od niechybnej śmierci8. Trzeci został zabity przez Achillesa9. Jednak ulitował się nad nim Posejdon i przywrócił mu życie, zmieniając go jednocześnie w łabędzia10. Czwarty został zmieniony w łabędzia przez Dzeusa, gdy opłakiwał śmierć swego przyjaciela, Featona11. Piąty popełnił samobójstwo, a zaraz po nim zabiła się jego matka12. Powodowany litością Apollon, wskrzesił obydwoje pod postacią łabędzi13. Łabędź jawi się więc jako istota pokonująca śmierć. Aby jednak można było mówić o triumfie życia, musiał nastąpić zgon. Paradoksalne? Tylko pozornie.

W świecie przyrody tylko dzielące się nieustannie bakterie zyskują w ten sposób jednostkową „nieśmiertelność"14. Organizmy, rozmnażające się drogą płciową, zostały przez naturę skazane na starzenie się i w konsekwencji śmierć15. W odróżnieniu od kopiującej się nieustannie bakterii, potomek, powstały w skutek aktu płciowego, jest nową istotą. Akt płciowy, będący warunkiem śmierci rodziców, jest też gwarancją powstania nowego życia – potomstwa16. Widzimy więc, iż z jednej strony aktu płciowego znajduje się śmierć a z drugiej nowe życie17. Nie powstałoby ono, gdyby nie fakt zaistnienia aktu płciowego, a więc i śmierci. Akt płciowy jest więc w pewnym sensie zwieńczeniem życia – jego ostatecznym przejawem18.


„Mógłbym bez żalu, niewiasto równa boginiom,

Łoża z tobą zaznawszy, w głębiny zstąpić Hadesu19"


-wyznaje Afrodycie, przebranej za śmiertelniczkę, oczarowany nią Anchizes. Endymion, martwy za dnia, ożywa nocą, by uprawiać miłość z Selene20. O świcie jednak umiera ponownie. Także w kulturze Rzymu miłość cielesna łączyła się ze śmiercią. W życie Lukrecji i Tarpei wdarła się seksualna namiętność, za co obie zapłaciły życiem21. Zarówno u Rzymian, jak u Greków uczucie to łączone było z łabędziem.

„Spiesz się... Cudną, śnieżną szyję otocz miłośnie ramiony22"


-zwraca się Owidiusz do czytelnika. Dalej zaś pisze:

„Jeśli boski blask miłości mają twoje śnieżne uda,

Jeżeli czarują oczy twej łabędziej szyjki cuda,

(...)23".


Pod koniec „Sztuki kochania" czytamy:

„Skończyłem moją opowieść.

Niech wam pożyteczna będzie

Pora już z mego rydwanu

Wyprzęgać białe łabędzie...24"

Rzymska mozaika z Cypru z III w. p.n.e. przedstawia roznegliżowaną Ledę25, która wabi znajdującego się obok łabędzia, ukazując mu pośladki oraz trącając jego dziób zwiewną, trzymaną w dłoni szatą26. Grecki krater z 420 – 410 r. p.n.e. przedstawia kąpiącą się kobietę, zaskoczoną przez Satyrów27. Całemu zajściu przygląda się para łabędzi28. Seksualny charakter tej sceny jest oczywisty. Zarówno seks jak i śmierć łączą w sobie słowa Klitemnestry na temat martwych kochanków - Agamemnona i Kasandry:


„(...)

Kary należnej nie uszły ich czyny:

Bo oto z niego trup – a ona łabędź,

Ostatnią piosenkę zawiódłszy przedśmiertną

Leży przy lubym, a ja nad ich łożem

Miłości – szczytu rozkoszy dochodzę29".


Znaczenie „łabędziego śpiewu" bliskie jest orgazmowi, traktowanemu jako ostateczne, przedśmiertne spełnienie, uzyskane dzięki zespoleniu się mężczyzny i kobiety. Połączeni w akcie miłosnym, przeżywając orgazm, przez chwilę równi stają się boskim istotom, zyskując ich moc30. W mitach z różnych stron świata często odnajdujemy wątek boskich i hermafrodytycznych istot31. Bóg starotestamentowy nie posiada płci32. Jest więc hermafrodytą33. Hermafrodytą jest egipski Atum34. Jego imię posiadało też żeńską wersję „Atumet"35. W kulturze minojskiej żeńskie odpowiedniki posiadają: Djeus (gr. Dzeus) – Diwia, Poseidaon (gr. Posejdon) Posidaia36. Identyczną z minojską, żeńską wersję Dzeusa znali też Achajowie37. Również Germanie znali męskiego Freya i jego żeński odpowiednik Freyję38. Wszystkie te przykłady świadczą o pierwotnym hermafrodytycznym charakterze bóstw. Posiadały one na co dzień moce, dostępne dla ludzi tylko podczas (powiązanego ze śmiercią) orgazmu. Jedną z nich była umiejętność wieszczenia. Świadectwem tego jest mit mówiący o wieszczku Tejrezjaszu, zamienionym przez Dzeusa i Herę w kobietę39. U łabędzi nie istnieje dymorfizm płciowy, jeśli chodzi o upierzenie40. Laikowi trudno rozpoznać ich płeć. Prawdopodobnie starożytni nie mogli oprzeć się wrażeniu, iż ptaki te są hermafrodytami41. Posiadają więc zdolność wieszczenia. Być może seksualny wątek znaczenia symbolu łabędzia wpłynął na to, iż łabędzie wieszczyły najczęściej tylko w obliczu swojej śmierci, dając temu wyraz łabędzim śpiewem. Ezop przytacza niemego łabędzia, którego kupiec nabył ze względu na powszechne mniemanie o pięknym śpiewie tych ptaków. Gdy łabędź milczał, note48anc">48. (...) widział też łabędzia, który dla odmiany postanowił wybrać życie człowieka, a inne muzykalne zwierzęta tak samo49".


W starożytności istniało przeświadczenie iż dusze poetów – śpiewaków, wstępują po ich śmierci w ciała łabędzi50. Mitologia przypisuje łabędzie Apollonowi, bogowi muzyki.


„Febie, ciebie i łabędź opiewa, łopocząc skrzydłami,

Który przechadza się brzegiem pełnego wirów Peneju.

Ciebie także i pieśniarz mający dźwięczną formingę

Miłym głosem opiewa na wstępie i na końcu swej pieśni51".
Bóg ten narodził się (wraz z siostrą Artemidą) na wyspie Delos. Był synem Latony i Dzeusa52. Zaraz po narodzinach, nad wyspą łabędzie zatoczyły w powietrzu siedem kręgów53. Następnie Apollon zaprzągł je do swego rydwanu i poleciał na północ54, do kraju Hyperborejczyków55. Potem udał się do Delf, gdzie zabiwszy Pytona, otrzymał od Matki Ziemi dar wieszczenia56. Relacja między Apollonem, a Pytią posiada charakter seksualny. Możemy bowiem postrzegać Pytię jako nieuświadomioną (co do przyszłości) dziewicę, z którą Apollon łączy się, zapładniając ją57. Efektem zapłodnienia jest wizja przyszłości58. Taką wizją obdarzył też Apollon łabędzie.

Historia narodzin Apollona wiąże się w pewien sposób z mitem o Ledzie i Dzeusie. Matka Apollona - Latona, nazywana była również Leto lub Lat59. Imiona te pokrewne są kupiec postanowił go zjeść.


„Ten z początku nie odzywał się, ale gdy spostrzegł, że grozi mu śmierć, zaczął opłakiwać swój los [śpiewem]42."


Tak samo zareagował inny, opisywany przez Ezopa, łabędź, gdy groziła mu śmierć :

„Schwytany łabędź zaśpiewał pieśń żałobną (...)43."

Spójrzmy, co o wieszczących łabędziach w pisze w Fedonie Platon:


„Widać (...), że wieszczego daru nie mam nawet tyle, co łabędzie. One, kiedy widzą, że im umierać trzeba, śpiewają podobnie jak i przedtem; ale wtedy przede wszystkim i najwięcej śpiewają; z radości, że mają odejść do boga, któremu przecież służą44." „A ludzie, ponieważ się sami śmierci boją, roznoszą fałszywe wieści o łabędziach. I mówią, że one płaczą, że one z bólu śpiewają przed śmiercią, a nie liczą się ludzie z tym, że żaden ptak nie śpiewa,(...) gdy cierpi i umiera. (...) Myślę, że to ptaki Apollona, więc mają wieszczy dar i z góry wiedzą, jak tam dobrze w Hadesie (...).45"


Podobnie o wieszczeniu łabędzi pisze Cyceron w „Rozmowach tuskulańskich". Przytacza słowa Sokratesa:


„(...) wszyscy dobrzy i mądrzy ludzie powinni postępować jak łabędzie, nie bez powodu poświęcone Apollonowi, bowiem zda się, iż obdarzył je przeczuciem rzeczy przyszłych (...).46"


Cyceron do łabędziego śpiewu przyrównał również przedśmiertną mowę Licyniusza Krassusa:


„Ta mowa była, iż tak rzekę, śpiewem łabędzim (...).47"


Łabędzi śpiew może też być znamieniem wspomnianego wyżej triumfu nad śmiercią, a więc nieśmiertelności. Platon w „Państwie" przytacza relację świadka, który w cudowny sposób wrócił z zaświatów. Powiada on iż:


„(...) widział duszę Orfeusza, jak wybierała żywot łabędzia przez odrazę do płci żeńskiej. (...) Orfeusz poniósł śmierć z ręki kobiety, więc nie chciał przychodzić przez ciało kobiety60. Lada może oznaczać tyle samo, co Leda61. Leda zaś odbyła stosunek seksualny z Dzeusem, ukrywającym się pod postacią łabędzia62. To tylko jedna z wersji mitu, najbardziej jednak popularna i najważniejsza dla naszych rozważań. W efekcie owego aktu narodzili się Dioskurowie i Helena63. Ich ojciec zaś zamieścił na niebie gwiazdozbiór łabędzia64. Zestawienie tych dwu mitów pokazuje nam, że ojcem Apollona, będącego panem łabędzi, jest Dzeus pod postacią łabędzia.

W przytaczanych powyżej przykładach łabędzie i ich śpiew zawsze występują w kontekście seksu i śmierci, a także boskiej - hermafrodytycznej mocy, której przejawem jest wieszczenie. Praca ta jest zaledwie sygnałem, informującym o istnieniu takiego problemu badawczego. Wymaga on zgłębienia przez specjalistów, którzy zajmują się kulturą antyku. Niezbędne jest także o wiele bardziej gruntowne oparcie o źródła.


Źródła

Aeschylus, Agamemnon. Tragedya Esychylosa, przekł. Z. Węclewski, Poznań 1856.

Bajki ezopowe, przekł. M. Golias, Ossolineum 1961.

Hymny homeryckie, przekł. W Appel, Toruń 2001.

Marek Tuliusz Cyceron, Pisma filozoficzne, t. 3, przekł. W. Kornatowski, J. Śmigaj, Warszawa 1961.

Marek Tuliusz Cyceron, Dzieła zebrane, t. 6, tłum. E. Rykaczewski, Kórnik 1873.

Owidiusz, Sztuka kochania, przekł. J. Ejsmond, Warszawa 1922.

Platon, Fedon, przekł. R. Legutko, Kraków 1995.

Platon, Państwo, przekł. W. Witwicki, Kety 1997.


Opracowania

D. Chyła, Kult Ateny Partenos w starożytnej Grecji, Bydgoszcz 2004.

J. E. Cirlot, Słownik symboli, Kraków 2000.

Apteka „Pod Łabędziem"150 lat, red. A. Drygas, Bydgoszcz 2003.

R. Graves, Mity greckie, Warszawa 1974.

P. Grimal, Miłość w starożytnym Rzymie, Warszawa 2005.

P. Grimal, Słownik mitologii greckiej i rzymskiej, Ossolineum 1990

P. Lombardii, Filozof i czarownica. Rozum i świat magiczny, Warszawa 2004.

P. Lorie, Przesądy, Warszawa 1993.

K. Myśliwiec, Eros nad Nilem, Warszawa 1998.

G. Neret, Erotica Universalis, Koln 1994.

E. Papuci – Władyka, Sztuka starożytnej Grecji, Kraków 2001.

J. Ruffie, Seks i śmierć, Warszawa 1997.

G. Thomson, Egea prehistoryczna, Warszawa 1958.

Wielka Encyklopedia przyrody, red. B. Zasieczna, Warszawa 1999.

T. Zieliński, Starożytność bajeczna, Katowice 2005.



1 P. Lorie, Przesądy, Warszawa 1993, s. 141.

2 J. E. Cirlot, Słownik symboli, Kraków 2000, s. 239.

3 Wielka Encyklopedia przyrody, red. B. Zasieczna, Warszawa 1999, s. 96.

4 Ibidem, s. 97.

5 Niestety na obecnym etapie badań autor snuć może jedynie przypuszczenia. Zagadnienie to wymaga osobnych i wnikliwych badań.

6 P. Grimal, Słownik mitologii greckiej i rzymskiej, Ossolineum 1990, s. 196.

7 Ibidem, s. 196.

8 Ibidem, s. 196.

9 Ibidem, s. 196.

10 Ibidem, s. 196.

11 Ibidem, s. 196.

12 Ibidem, s. 196.

13 Ibidem, s. 196.

14 J. Ruffie, Seks i śmierć, Warszawa 1997, s. 7.

15 Ibidem, s. 7.

16 Ibidem, s. 47.

17 P. Grimal, Miłość w starożytnym Rzymie, Warszawa 2005, s. 137 i 242. Autor przytacza w tej pracy przykłady kultów Wenus i Izydy, obiecujących triumf nad śmiercią poprzez miłość cielesną, dającą potomstwo.

18 Możemy też rozumieć inicjację seksualną jako śmierć dziecka, a narodziny jednostki dorosłej. (G. Thomson, Egea prehistoryczna, Warszawa 1958, s. 28. ) Potwierdzałoby to powyższe stwierdzenie, iż triumf nad śmiercią zależny jest od faktu jej zaistnienia.

19 Hymny homeryckie, Hymn do Afrodyty V 153 – 154.

20 Hymny homeryckie, przekł. W. Appel, Toruń 2001, s. 300.

21 Grimal, Miłość, op. cit., s 34.

22 Owidiusz, Sztuka kochania II, XV.

23 Owidiusz, Sztuka kochania III, XXXI.

24 Owidiusz, Sztuka kochania III, XXXIV.

25 Mit o Ledzie zostanie rozpatrzony w dalszej części pracy.

26 G. Neret, Erotica Universalis, Koln 1994, s. 55.

27 E. Papuci – Władyka, Sztuka starożytnej Grecji, Kraków 2001, s. 268.

28 Ibidem, s. 268.

29 Ajschylos, Agamemnon 15.

30 Ruffie, op. cit., s. 186.

31 Ibidem, s. 240.

32 Ibidem, s. 187.

33 Ibidem, s. 187.

34 K. Myśliwiec, Eros nad Nilem, Warszawa 1998, s. 22.

35 Ibidem, s. 43.

36 D. Chyła, Kult Ateny Partenos w starożytnej Grecji, Bydgoszcz 2004, s. 20.

37 Ibidem, s. 24.

38 Religie Bliskiego Wschodu i dawnej Europy, red. J. Keller, Warszawa 1981, s. 230.

39 J. Niżkiewicz, Tajemnice dawnej medycyny, Gdańsk 2003, s. 150.

40 Wielka Encyklopedia przyrody, op. cit., s. 96.

41 Ponadto dwojako mogła być postrzegana łabędzia szyja. Z jednej strony jako przejaw delikatnej kobiecości, a z drugiej jako falliczna manifestacja. W. Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 1990, s. 209.

42 Ezop, Łabędź.

43 Ezop, Łabędź.

44 Chodzi tu o Apollona, o którym będzie jeszcze mowa (przyp. autora).

45 Platon, Fedon 84 E, 84 B.

46 Cyceron, Rozmowy tuskulańskie I 30.

47 Cyceron, O mówcy III, II.

48 Ta mizoginia ma jednak podłoże jak najbardziej heteroseksualne.

49 Platon, Państwo X.

50 Apteka „Pod Łabędziem"150 lat, red. A. Drygas, Bydgoszcz 2003, s. 102.

51 Hymny homeryckie, Hymn do Apollona H XXI 1-4.

52 Grimal, Słownik, op. cit. , s. 34.

53 Ibidem, s. 34.

54 Czyli tam skąd prawdopodobnie przybywały do Grecji łabędzie.

55 Grimal, Słownik, op. cit., s 34.

56 T. Zieliński, Starożytność bajeczna, Katowice 2005, s. 19.

57 P. Lombardii, Filozof i czarownica. Rozum i świat magiczny, Warszawa 2004, s. 148.

58 Ibidem, s. 149.

59 R. Graves, Mity greckie, Warszawa 1974, s. 198.

60 Ibidem, s. 199.

61 Thomson, op. cit., s. 469.

62 Graves, op. cit., s. 198.

63 Ibidem, s. 199.

64 Ibidem. s. 198.


+ 6
+ 9
 

Zobacz też

Losowo

Anna Muzyka-Walawender - Oswajanie czasu

Tytuł tomiku jest dwuznaczny, żeby nie powiedzieć: przewrotny, z ukrytym podtekstem.

Oswajać, bowiem, to: poznać, krok po kroku głębię oswajanej rzeczy – jej treść i istotę, ale oswajać to także podporządkować coś sobie, mieć to nie tylko bliżej, ale i na każde zawołanie; przywłaszczyć sobie niejako.

Jeśli oswoję, nie będę już czuł lęku, oswojone będzie mi sprzyjało.

"Nowy słownik języka polskiego" pod red. prof. Andrzeja Markowskiego definiuje "oswajać" jako: przyzwyczajać kogoś lub coś do czegoś; zaznajamiać, zapoznawać się z czymś; oraz jako: przyzwyczajać dzikie zwierzęta do przebywania wśród ludzi, do służenia ludziom; obłaskawiać, np.: oswojony lew.

Przyznaję, że ta druga definicja jest bliższa zawartości tomiku PAWŁA KUSZCZYŃSKIEGO.

...Czas umyka; to nam się godziny dłużą, to biegną za szybko: nie nadążam z tym wszystkim!; doba jest za krótka! – powtarzamy często, gdy tymczasem naukowcy twierdzą, że czas jest wartością i stałą – i abstrakcyjną jednocześnie.

To my, ludzie, chcemy go koniecznie ująć w ryzy, ramy, uporządkować. Dlatego stworzyliśmy kalendarze i zegary, a we wszechświecie i tak wszystko biegnie po swojemu, swoim torem.

Paweł Kuszczyński pragnie – to oczywiście moje subiektywne odczucie – zmusić czas do służenia człowiekowi, który przebija się przez jego najwcześniejsze warstwy (patrz: "Przywołania") przy pomocy wspomnień, dygresji, subtelnych aluzji i westchnień znaczonych w tym tomiku niezwykłą poetyką! Nie próbuje być Panem Czasu, lecz oswaja wydarzenia z cierpliwością godną mistrza tresury. Stwierdza bez wymądrzania się, bez epatowania czytelnika wymyślnymi metaforami, za to z wiedzą człowieka, który zaznał z życiu smaku także cierpkich owoców, że:

"trwanie jest matką wartości".

Znać w tych słowach "większych od pamięci" niezwyczajną pokorę. Dla mnie owa pokora wobec wszystkiego, co ofiarowuje czas jest największym walorem tego zbioru wierszy, które – przyznaję ze skruchą – po pierwszym czytaniu nie przypadły mi do serca.

Więcej …

Z archiwum

Dariusz Eckert - Dzwon

Brat Szymon czuł już na sobie uważne spojrzenie Boga. Dlatego zawsze na wieżę wychodził sam, braciszkowi do pomocy kazał przychodzić w chwilę po sobie. Żeby nie widział jak dyszy na 
półpiętrach stromych, wysokich schodów, no i musiał odzyskać oddech przed obcowaniem z 
Dzwonem.

Te schody są jakby coraz wyższe, jakby coraz więcej pięter. Odpoczywał, wyglądając przez małe gotyckie okienko. Widać było daleki horyzont i wioskę, z której pochodził. Pamiętał jeszcze moment, kiedy Dzwon przemówił do niego. Słyszał go od zawsze tak, jak od zawsze słychać było głos z wieży klasztornej, ale to był ten dzień, w którym przestał jeść wykradzione z kuchni mięso; wiecznie głodny i niedożywiony wyrostek capnął kawał mięsa i uciekł za obórkę. Wtedy uderzył Dzwon! Wtedy otwarły się jego oczy, opuścił niesione do ust mięso, które wyrwał mu i 
zjadł pies. Wtedy może jeszcze nie wiedział, ale czuł, że jego życie na zawsze związane jest z

Dzwonem.

Później, co dzień w porze, w której odzywał się On, był pod murami klasztoru. Braciszkowie 
polubili chłopaka, z czasem mógł wejść na wieżę z bratem Anzelmem. Pamiętał ten pierwszy raz, gdy Go usłyszał i zobaczył - pamiętał i nie pamiętał zarazem, bo sprowadzili go nieprzytomnego, nie poznającego i głuchego. Następnym razem wolno mu było wejść dopiero, gdy wrzucił na siebie habit nowicjusza. Od razu było wiadomo, że Szymon, brat Szymon, będzie opiekował się Dzwonem. Brat Anzelm był już stary, a żarliwa miłość i sumienność przekonały opata, by mimo młodego wieku, powierzył Dzwon właśnie Szymonowi.

Tak. To już pięćdziesiąt lat, odkąd systematycznie dwa razy dziennie, na mszę poranną i wieczorną Szymon wdrapywał się na wieżę i ciągnął za sznur. Nie schodził do kaplicy. Było przyjęte, że dzwonnik modli się na wieży. Ale brat Szymon nie modlił się, jego modlitwą było 
uderzanie serca Dzwonu. To serce biło w niego i to on był sercem, to on uderzał w Dzwon i to on 
dźwięczał razem z Dzwonem. To była jego modlitwa. To było jego życie. Dzwon.

Belka, na której Dzwon się kołysał skrzypiała kością jego ramienia, a sznury napinały się jego ścięgnami. Głos wybuchał mu z trzewi. Później przydany mu do pomocy młody braciszek pytał go, dlaczego płacze; wykrętnie coś tłumaczył o pyle sypiącym się ze stropu podczas pracy Dzwonu. Nie uwierzył, mniejsza z tym.

Coraz wyższa jest ta wieża, coraz wyższe schody, okrutna drwina przedmiotów - brewiarz, który umyka z rąk i nie można go znaleźć, kubek, który wylewa mleko na habit, chleb uciekający z ust...

Uważne spojrzenie Boga na brata Szymona objawiło się w słowach opata, który patrząc w ziemię rzekł:

- Bracie, nikt nie jest wieczny, jesteśmy tylko niedoskonałymi narzędziami pracującymi na chwałę Pana, lat masz już wiele. Dzwon ciężki, wieża wysoka, brat Damian przejmie od jutra twoje obowiązki.

Coś tam jeszcze mówił, usprawiedliwiał się, ukazywał uroki spokojnego życia już bez żadnych obowiązków. Szymon spodziewał się tego, ale i tak spadło to na niego jak topór.

Wieża jest dziś za wysoka po raz ostatni. Na ten raz, powiedział, chce być z Dzwonem sam. Rusztowanie, to jego ręce trzymają tam u góry klosz Dzwonu, aortę, na której wisi serce, mają z Dzwonem jedną, prowadzącą do wspólnego serca. Patrzył z napięciem w metal. On drżał! Dzwon płakał kroplami rosy spadającymi z brzegów i drżał wyraźnie! Szymon położył dłoń na 
ornamencie. Uśmiechnął się, już był spokojny, już wiedział. Niezgrabnymi, starczymi dłońmi chwycił sznur.

Opat zastanawiał się smutno, jak też brat Szymon da sobie radę na dole; jego miłość do Dzwonu 
była przedmiotem żartów w nowicjacie, a głębokiego szacunku wśród braci. Opat przyszedł do 
szkółki, a Szymon już był dzwonnikiem, jakby był tu od zawsze, nieodłączna część dzwonu. Dziś on to oddziela. Nagle drgnął. Dzwon bił, ale jakoś inaczej, jakby głucho, ze skargą, wyciem jakiś przeciągły, wibrujący głos, a przecież znał głos dzwonu, już dwadzieścia lat jest tu opatem. Dzwon płakał, wył, słyszeli to wszyscy i zamiast zwyczajowych dwunastu razy bił i bił już ponad 
trzydzieści! Wszyscy słuchali znieruchomiali, gdy opat skinął na furtiana i pomocnika. Ruszyli 
biegiem na wieżę. Widok, jaki zobaczyli przeraził ich. Zatrzymali z trudem rozhuśtany Dzwon i kołyszące się u serca ciało brata Szymona. Nie dało się odplątać sznura. Ciało trzeba było odciąć wraz z sercem Dzwonu. A wezwany później ludwisarz stwierdził, że dzwon jest pęknięty.

Z archiwum

Henryk Jan Mielcarek - O tęgoborskiej przepowiedni

W poznańskim wydawnictwie Zysk i S-ka ukazała się w minionym roku książka bydgoszczanina, Zdzisława Przybylaka pt. Słynne proroctwa i objawienia dla Polski i świata na XXI wiek. W książce znalazł się między innymi komentarz do naszej, powszechnie w Polsce znanej Przepowiedni z Tęgoborzy. Ponieważ temat siedzi we mnie od lat, chcę niniejszym – chociaż nieproszony – zabrać głos. A rzecz całą zacznę ab ovo.

Ojciec, wróciwszy któregoś marcowego dnia 1939 roku z pracy, podsunął mi do przeczytania gazetę z tekstem przepowiedni. Zdziwiło mnie to niepomiernie, gdyż rodzic mój życie traktował zawsze serio i w żadne gusła – jak nieodmiennie zapewniał – nie wierzył. Może dlatego krótkie odredakcyjne wprowadzenie i tekst przepowiedni przeczytałem z rezerwą.

Mieszkaliśmy wówczas w Wileńskiej Kolonii Kolejowej, tej samej, z której wywodzi się i którą opisuje Tadeusz Konwicki. Wszyscy wiedzą jak bardzo aura tamtych stron jest przesycona różnego rodzaju tajemniczymi fluidami. Ja jednak, niespełna piętnastoletni szczawik, starałem się wzorem ojca patrzeć na świat bez egzaltacji, trzeźwo. Dlatego przepowiednię odebrałem jako materiał propagandowy naszych władz. Każdy, od młokosów po ludzi starych, zdawał sobie sprawę, że wojna jest nieunikniona. Dorośli wiedzieli, a ja chyba się domyślałem, jak ogromna jest dysproporcja sił Polski a siłami hitlerowskich Niemiec. Rozumiałem zatem, że takie moralne wsparcie jak tęgoborska przepowiednia jest nam potrzebne. Rozumiałem, ale nie pochwalałem. Podejrzewałem wówczas – dziś wiem, niesłusznie – że dwie pierwsze zwrotki dotyczące Wielkiej Wojny zostały napisane specjalnie po to, aby resztę bardziej uwiarygodnić. Takie poczynanie było dla mnie, wychowywanego na uczciwego człowieka, nie do zaaprobowania. Mimo to i mimo tego, że przepowiedni w dużej części nie zrozumiałem, przyjąłem ją za swoją. Wbrew narastającym zagrożeniom, tchnęła nadzieją.

Kiedy pierwszego września 1939 roku stawiłem się w gimnazjum na inaugurację roku szkolnego, nie wiedziałem jeszcze, że wojna stała się faktem. Zdziwiony słuchałem jak nowy nasz wychowawca, łacinnik, zamiast mówić o sprawach organizacyjnych, opowiada o wakacjach spędzonych we Włoszech. Gwar w klasie ustał gdy zaczął mówić o świeżo odkopanej Pompei. O zwłokach zmumifikowanych przez gorący popiół Wezuwiusza; o kobiecie tulącej w swych ramionach niemowlę i rzymskim legioniście, który z włócznią u nogi pozostał na posterunku do końca.

- I my będziemy musieli tak stać; do ostatka – powiedział na zakończenie, ale o tym, że wojna już się zaczęła nie wspomniał ani słowem.

Zamiast na dworzec kolejowy, by wrócić do domu, poszedłem do ojca do pracy. Wyszedł na korytarz i objąwszy ramieniem poprowadził ku wyjściu.

- Wracaj prosto do domu. Nigdzie się nie zatrzymuj. Wojna dziś rano się zaczęła- instruował krótko, po wojskowemu.

Więcej …

Z archiwum

Adam Śmigielski - wiersze
Siódme piętro

Wiesz, na dworze już czarne klimaty - beatbox drzew

jakaś rapująca sowa, gangsterskie porachunki kotów

Po drugiej stronie - blask monitora, pajęcze cienie

szybko przemykające po zakurzonej klawiaturze

Jeszcze raz nie mogę ułożyć liter jak scrabble

i wykrzywiam ku dołowi emotkowy uśmiech

z palcami stopniowo grzęznącymi w sieci

Maluję paznokciem na suficie gwiazdozbiory z krwi

rozbryzganych komarów - właśnie tutaj robię

wieczorne wyskoki i odbieram epileptycznie

drżące telefony. Byle nie połamać zapałek

powiekami. Jeszcze tylko pięć zastrzyków

kawy i strach będzie miał mniejsze oczy 

Sanatorium

W swetrze z rękawami związanymi na przeponie

liczę małe bomby atomowe wpadające przez dach

w ciszy rozpryskujące się o podłogę. Aż ściany

porosły grzybem po wybuchach. Te są natrętne

jak tykanie zegara w korytarzach bez świateł.

Do znudzenia. Z wahadłowym ruchem

Mądry panie doktorze - coś mnie ciągle gryzie

a nie ma tu komarów. Może to tylko łóżko obok

gdzie sąsiad chrapie z poderżniętym gardłem

i ta sprzątaczka z czaszką rozłupaną jak kokos

co wydarła mordę - że ja niby jej po mokrym

Ubrałem kitel. Separatka sto siedemnaście.

Wyłuskałem pacjentowi z gardła dwa migdały

Dalej na obchód. Zza parawanu wystają nogi

pielęgniarka musiała się zaszyć po operacji

Guziki zamknięte. Ale to nic nie szkodzi

zbadałem piersi stetoskopem - rak

Dla kultury trzasnąłem drzwiami od piwnicy

Dyżur ostry niezwykle - tyle krwi na salach

a mimo to chyba wpadam w jakąś depresję

Na pasku od spodni. Na rurze od bojlera

akant.org: