akant.org aktualny numer archiwum dodatki kontakt

Wojciech Ślusarczyk - Seks i śmierć, czyli łabędzi śpiew w świetle wybranych źródeł antycznych

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)

Europejska kultura posiada przebogatą sferę symboliki. Niebagatelne miejsce zajmuje w niej łabędź. Ptak ten intrygował ludzi każdej epoki, zaprzątając uwagę prostaczków1 i wizjonerów2. Tak jak podstawy kultury europejskiej należy widzieć w antyku, tak samo w nim trzeba szukać początku znaczenia łabędzia jako symbolu. Zawierał on w sobie specyficzny melanż, łączący pojęcia: śmierci, życia, miłosnego aktu, hermafrodytyzmu, boskiej mocy i wreszcie nieśmiertelności. Penetrując znaczenia tego symbolu, podążamy po zamkniętym obiegu, w którym trudno wyznaczyć odrębne odcinki. Wymienione wyżej znaczenia nierozerwalnie łączą się ze sobą. Spróbujmy jednak przebyć tę drogę.
Na początku należy zapytać o to, z jakimi łabędziami mogli mieć styczność Pelazgowie, a potem Grecy i Rzymianie. Prawdopodobnie gatunkiem spotykanym przez nich najczęściej był łabędź niemy (cygnus olor). Dziś ptak ten podejmuje niekiedy dalekie wędrówki, lecąc z europejskich i azjatyckich legowisk aż do północnej Afryki3. Zapewne podróżował tak też i w starożytności, przebywając czasowo w świecie greckim. Łabędź krzykliwy, żyjący dziś w Skandynawii4 nie był raczej spotykany przez starożytnych. Być może wieści o nim docierały na teren basenu Morza Śródziemnego, przenoszone przez wędrowców5. Prawdopodobnie informacje na temat tych dwóch gatunków zlały się ze sobą, wytwarzając mylne pojęcie „łabędziego śpiewu". Będzie ono istotne dla naszych dalszych rozważań.


Mitologia grecka zna pięciu mężczyzn o imieniu ??????6 (gr. łabędź). Ich postacie łączy ze sobą tanatologiczny kontekst. Jednocześnie śmierć stanowi w większości przypadków początek życia. Jeden z mężczyzn został zabity z polecenia Apollona, gdyż napadał na pielgrzymów zmierzających do Delf7. Drugim zaopiekował się łabędź, ratując porzucone niemowlę, którym był ów ??????, od niechybnej śmierci8. Trzeci został zabity przez Achillesa9. Jednak ulitował się nad nim Posejdon i przywrócił mu życie, zmieniając go jednocześnie w łabędzia10. Czwarty został zmieniony w łabędzia przez Dzeusa, gdy opłakiwał śmierć swego przyjaciela, Featona11. Piąty popełnił samobójstwo, a zaraz po nim zabiła się jego matka12. Powodowany litością Apollon, wskrzesił obydwoje pod postacią łabędzi13. Łabędź jawi się więc jako istota pokonująca śmierć. Aby jednak można było mówić o triumfie życia, musiał nastąpić zgon. Paradoksalne? Tylko pozornie.

W świecie przyrody tylko dzielące się nieustannie bakterie zyskują w ten sposób jednostkową „nieśmiertelność"14. Organizmy, rozmnażające się drogą płciową, zostały przez naturę skazane na starzenie się i w konsekwencji śmierć15. W odróżnieniu od kopiującej się nieustannie bakterii, potomek, powstały w skutek aktu płciowego, jest nową istotą. Akt płciowy, będący warunkiem śmierci rodziców, jest też gwarancją powstania nowego życia – potomstwa16. Widzimy więc, iż z jednej strony aktu płciowego znajduje się śmierć a z drugiej nowe życie17. Nie powstałoby ono, gdyby nie fakt zaistnienia aktu płciowego, a więc i śmierci. Akt płciowy jest więc w pewnym sensie zwieńczeniem życia – jego ostatecznym przejawem18.


„Mógłbym bez żalu, niewiasto równa boginiom,

Łoża z tobą zaznawszy, w głębiny zstąpić Hadesu19"


-wyznaje Afrodycie, przebranej za śmiertelniczkę, oczarowany nią Anchizes. Endymion, martwy za dnia, ożywa nocą, by uprawiać miłość z Selene20. O świcie jednak umiera ponownie. Także w kulturze Rzymu miłość cielesna łączyła się ze śmiercią. W życie Lukrecji i Tarpei wdarła się seksualna namiętność, za co obie zapłaciły życiem21. Zarówno u Rzymian, jak u Greków uczucie to łączone było z łabędziem.

„Spiesz się... Cudną, śnieżną szyję otocz miłośnie ramiony22"


-zwraca się Owidiusz do czytelnika. Dalej zaś pisze:

„Jeśli boski blask miłości mają twoje śnieżne uda,

Jeżeli czarują oczy twej łabędziej szyjki cuda,

(...)23".


Pod koniec „Sztuki kochania" czytamy:

„Skończyłem moją opowieść.

Niech wam pożyteczna będzie

Pora już z mego rydwanu

Wyprzęgać białe łabędzie...24"

Rzymska mozaika z Cypru z III w. p.n.e. przedstawia roznegliżowaną Ledę25, która wabi znajdującego się obok łabędzia, ukazując mu pośladki oraz trącając jego dziób zwiewną, trzymaną w dłoni szatą26. Grecki krater z 420 – 410 r. p.n.e. przedstawia kąpiącą się kobietę, zaskoczoną przez Satyrów27. Całemu zajściu przygląda się para łabędzi28. Seksualny charakter tej sceny jest oczywisty. Zarówno seks jak i śmierć łączą w sobie słowa Klitemnestry na temat martwych kochanków - Agamemnona i Kasandry:


„(...)

Kary należnej nie uszły ich czyny:

Bo oto z niego trup – a ona łabędź,

Ostatnią piosenkę zawiódłszy przedśmiertną

Leży przy lubym, a ja nad ich łożem

Miłości – szczytu rozkoszy dochodzę29".


Znaczenie „łabędziego śpiewu" bliskie jest orgazmowi, traktowanemu jako ostateczne, przedśmiertne spełnienie, uzyskane dzięki zespoleniu się mężczyzny i kobiety. Połączeni w akcie miłosnym, przeżywając orgazm, przez chwilę równi stają się boskim istotom, zyskując ich moc30. W mitach z różnych stron świata często odnajdujemy wątek boskich i hermafrodytycznych istot31. Bóg starotestamentowy nie posiada płci32. Jest więc hermafrodytą33. Hermafrodytą jest egipski Atum34. Jego imię posiadało też żeńską wersję „Atumet"35. W kulturze minojskiej żeńskie odpowiedniki posiadają: Djeus (gr. Dzeus) – Diwia, Poseidaon (gr. Posejdon) Posidaia36. Identyczną z minojską, żeńską wersję Dzeusa znali też Achajowie37. Również Germanie znali męskiego Freya i jego żeński odpowiednik Freyję38. Wszystkie te przykłady świadczą o pierwotnym hermafrodytycznym charakterze bóstw. Posiadały one na co dzień moce, dostępne dla ludzi tylko podczas (powiązanego ze śmiercią) orgazmu. Jedną z nich była umiejętność wieszczenia. Świadectwem tego jest mit mówiący o wieszczku Tejrezjaszu, zamienionym przez Dzeusa i Herę w kobietę39. U łabędzi nie istnieje dymorfizm płciowy, jeśli chodzi o upierzenie40. Laikowi trudno rozpoznać ich płeć. Prawdopodobnie starożytni nie mogli oprzeć się wrażeniu, iż ptaki te są hermafrodytami41. Posiadają więc zdolność wieszczenia. Być może seksualny wątek znaczenia symbolu łabędzia wpłynął na to, iż łabędzie wieszczyły najczęściej tylko w obliczu swojej śmierci, dając temu wyraz łabędzim śpiewem. Ezop przytacza niemego łabędzia, którego kupiec nabył ze względu na powszechne mniemanie o pięknym śpiewie tych ptaków. Gdy łabędź milczał, note48anc">48. (...) widział też łabędzia, który dla odmiany postanowił wybrać życie człowieka, a inne muzykalne zwierzęta tak samo49".


W starożytności istniało przeświadczenie iż dusze poetów – śpiewaków, wstępują po ich śmierci w ciała łabędzi50. Mitologia przypisuje łabędzie Apollonowi, bogowi muzyki.


„Febie, ciebie i łabędź opiewa, łopocząc skrzydłami,

Który przechadza się brzegiem pełnego wirów Peneju.

Ciebie także i pieśniarz mający dźwięczną formingę

Miłym głosem opiewa na wstępie i na końcu swej pieśni51".
Bóg ten narodził się (wraz z siostrą Artemidą) na wyspie Delos. Był synem Latony i Dzeusa52. Zaraz po narodzinach, nad wyspą łabędzie zatoczyły w powietrzu siedem kręgów53. Następnie Apollon zaprzągł je do swego rydwanu i poleciał na północ54, do kraju Hyperborejczyków55. Potem udał się do Delf, gdzie zabiwszy Pytona, otrzymał od Matki Ziemi dar wieszczenia56. Relacja między Apollonem, a Pytią posiada charakter seksualny. Możemy bowiem postrzegać Pytię jako nieuświadomioną (co do przyszłości) dziewicę, z którą Apollon łączy się, zapładniając ją57. Efektem zapłodnienia jest wizja przyszłości58. Taką wizją obdarzył też Apollon łabędzie.

Historia narodzin Apollona wiąże się w pewien sposób z mitem o Ledzie i Dzeusie. Matka Apollona - Latona, nazywana była również Leto lub Lat59. Imiona te pokrewne są kupiec postanowił go zjeść.


„Ten z początku nie odzywał się, ale gdy spostrzegł, że grozi mu śmierć, zaczął opłakiwać swój los [śpiewem]42."


Tak samo zareagował inny, opisywany przez Ezopa, łabędź, gdy groziła mu śmierć :

„Schwytany łabędź zaśpiewał pieśń żałobną (...)43."

Spójrzmy, co o wieszczących łabędziach w pisze w Fedonie Platon:


„Widać (...), że wieszczego daru nie mam nawet tyle, co łabędzie. One, kiedy widzą, że im umierać trzeba, śpiewają podobnie jak i przedtem; ale wtedy przede wszystkim i najwięcej śpiewają; z radości, że mają odejść do boga, któremu przecież służą44." „A ludzie, ponieważ się sami śmierci boją, roznoszą fałszywe wieści o łabędziach. I mówią, że one płaczą, że one z bólu śpiewają przed śmiercią, a nie liczą się ludzie z tym, że żaden ptak nie śpiewa,(...) gdy cierpi i umiera. (...) Myślę, że to ptaki Apollona, więc mają wieszczy dar i z góry wiedzą, jak tam dobrze w Hadesie (...).45"


Podobnie o wieszczeniu łabędzi pisze Cyceron w „Rozmowach tuskulańskich". Przytacza słowa Sokratesa:


„(...) wszyscy dobrzy i mądrzy ludzie powinni postępować jak łabędzie, nie bez powodu poświęcone Apollonowi, bowiem zda się, iż obdarzył je przeczuciem rzeczy przyszłych (...).46"


Cyceron do łabędziego śpiewu przyrównał również przedśmiertną mowę Licyniusza Krassusa:


„Ta mowa była, iż tak rzekę, śpiewem łabędzim (...).47"


Łabędzi śpiew może też być znamieniem wspomnianego wyżej triumfu nad śmiercią, a więc nieśmiertelności. Platon w „Państwie" przytacza relację świadka, który w cudowny sposób wrócił z zaświatów. Powiada on iż:


„(...) widział duszę Orfeusza, jak wybierała żywot łabędzia przez odrazę do płci żeńskiej. (...) Orfeusz poniósł śmierć z ręki kobiety, więc nie chciał przychodzić przez ciało kobiety60. Lada może oznaczać tyle samo, co Leda61. Leda zaś odbyła stosunek seksualny z Dzeusem, ukrywającym się pod postacią łabędzia62. To tylko jedna z wersji mitu, najbardziej jednak popularna i najważniejsza dla naszych rozważań. W efekcie owego aktu narodzili się Dioskurowie i Helena63. Ich ojciec zaś zamieścił na niebie gwiazdozbiór łabędzia64. Zestawienie tych dwu mitów pokazuje nam, że ojcem Apollona, będącego panem łabędzi, jest Dzeus pod postacią łabędzia.

W przytaczanych powyżej przykładach łabędzie i ich śpiew zawsze występują w kontekście seksu i śmierci, a także boskiej - hermafrodytycznej mocy, której przejawem jest wieszczenie. Praca ta jest zaledwie sygnałem, informującym o istnieniu takiego problemu badawczego. Wymaga on zgłębienia przez specjalistów, którzy zajmują się kulturą antyku. Niezbędne jest także o wiele bardziej gruntowne oparcie o źródła.


Źródła

Aeschylus, Agamemnon. Tragedya Esychylosa, przekł. Z. Węclewski, Poznań 1856.

Bajki ezopowe, przekł. M. Golias, Ossolineum 1961.

Hymny homeryckie, przekł. W Appel, Toruń 2001.

Marek Tuliusz Cyceron, Pisma filozoficzne, t. 3, przekł. W. Kornatowski, J. Śmigaj, Warszawa 1961.

Marek Tuliusz Cyceron, Dzieła zebrane, t. 6, tłum. E. Rykaczewski, Kórnik 1873.

Owidiusz, Sztuka kochania, przekł. J. Ejsmond, Warszawa 1922.

Platon, Fedon, przekł. R. Legutko, Kraków 1995.

Platon, Państwo, przekł. W. Witwicki, Kety 1997.


Opracowania

D. Chyła, Kult Ateny Partenos w starożytnej Grecji, Bydgoszcz 2004.

J. E. Cirlot, Słownik symboli, Kraków 2000.

Apteka „Pod Łabędziem"150 lat, red. A. Drygas, Bydgoszcz 2003.

R. Graves, Mity greckie, Warszawa 1974.

P. Grimal, Miłość w starożytnym Rzymie, Warszawa 2005.

P. Grimal, Słownik mitologii greckiej i rzymskiej, Ossolineum 1990

P. Lombardii, Filozof i czarownica. Rozum i świat magiczny, Warszawa 2004.

P. Lorie, Przesądy, Warszawa 1993.

K. Myśliwiec, Eros nad Nilem, Warszawa 1998.

G. Neret, Erotica Universalis, Koln 1994.

E. Papuci – Władyka, Sztuka starożytnej Grecji, Kraków 2001.

J. Ruffie, Seks i śmierć, Warszawa 1997.

G. Thomson, Egea prehistoryczna, Warszawa 1958.

Wielka Encyklopedia przyrody, red. B. Zasieczna, Warszawa 1999.

T. Zieliński, Starożytność bajeczna, Katowice 2005.



1 P. Lorie, Przesądy, Warszawa 1993, s. 141.

2 J. E. Cirlot, Słownik symboli, Kraków 2000, s. 239.

3 Wielka Encyklopedia przyrody, red. B. Zasieczna, Warszawa 1999, s. 96.

4 Ibidem, s. 97.

5 Niestety na obecnym etapie badań autor snuć może jedynie przypuszczenia. Zagadnienie to wymaga osobnych i wnikliwych badań.

6 P. Grimal, Słownik mitologii greckiej i rzymskiej, Ossolineum 1990, s. 196.

7 Ibidem, s. 196.

8 Ibidem, s. 196.

9 Ibidem, s. 196.

10 Ibidem, s. 196.

11 Ibidem, s. 196.

12 Ibidem, s. 196.

13 Ibidem, s. 196.

14 J. Ruffie, Seks i śmierć, Warszawa 1997, s. 7.

15 Ibidem, s. 7.

16 Ibidem, s. 47.

17 P. Grimal, Miłość w starożytnym Rzymie, Warszawa 2005, s. 137 i 242. Autor przytacza w tej pracy przykłady kultów Wenus i Izydy, obiecujących triumf nad śmiercią poprzez miłość cielesną, dającą potomstwo.

18 Możemy też rozumieć inicjację seksualną jako śmierć dziecka, a narodziny jednostki dorosłej. (G. Thomson, Egea prehistoryczna, Warszawa 1958, s. 28. ) Potwierdzałoby to powyższe stwierdzenie, iż triumf nad śmiercią zależny jest od faktu jej zaistnienia.

19 Hymny homeryckie, Hymn do Afrodyty V 153 – 154.

20 Hymny homeryckie, przekł. W. Appel, Toruń 2001, s. 300.

21 Grimal, Miłość, op. cit., s 34.

22 Owidiusz, Sztuka kochania II, XV.

23 Owidiusz, Sztuka kochania III, XXXI.

24 Owidiusz, Sztuka kochania III, XXXIV.

25 Mit o Ledzie zostanie rozpatrzony w dalszej części pracy.

26 G. Neret, Erotica Universalis, Koln 1994, s. 55.

27 E. Papuci – Władyka, Sztuka starożytnej Grecji, Kraków 2001, s. 268.

28 Ibidem, s. 268.

29 Ajschylos, Agamemnon 15.

30 Ruffie, op. cit., s. 186.

31 Ibidem, s. 240.

32 Ibidem, s. 187.

33 Ibidem, s. 187.

34 K. Myśliwiec, Eros nad Nilem, Warszawa 1998, s. 22.

35 Ibidem, s. 43.

36 D. Chyła, Kult Ateny Partenos w starożytnej Grecji, Bydgoszcz 2004, s. 20.

37 Ibidem, s. 24.

38 Religie Bliskiego Wschodu i dawnej Europy, red. J. Keller, Warszawa 1981, s. 230.

39 J. Niżkiewicz, Tajemnice dawnej medycyny, Gdańsk 2003, s. 150.

40 Wielka Encyklopedia przyrody, op. cit., s. 96.

41 Ponadto dwojako mogła być postrzegana łabędzia szyja. Z jednej strony jako przejaw delikatnej kobiecości, a z drugiej jako falliczna manifestacja. W. Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 1990, s. 209.

42 Ezop, Łabędź.

43 Ezop, Łabędź.

44 Chodzi tu o Apollona, o którym będzie jeszcze mowa (przyp. autora).

45 Platon, Fedon 84 E, 84 B.

46 Cyceron, Rozmowy tuskulańskie I 30.

47 Cyceron, O mówcy III, II.

48 Ta mizoginia ma jednak podłoże jak najbardziej heteroseksualne.

49 Platon, Państwo X.

50 Apteka „Pod Łabędziem"150 lat, red. A. Drygas, Bydgoszcz 2003, s. 102.

51 Hymny homeryckie, Hymn do Apollona H XXI 1-4.

52 Grimal, Słownik, op. cit. , s. 34.

53 Ibidem, s. 34.

54 Czyli tam skąd prawdopodobnie przybywały do Grecji łabędzie.

55 Grimal, Słownik, op. cit., s 34.

56 T. Zieliński, Starożytność bajeczna, Katowice 2005, s. 19.

57 P. Lombardii, Filozof i czarownica. Rozum i świat magiczny, Warszawa 2004, s. 148.

58 Ibidem, s. 149.

59 R. Graves, Mity greckie, Warszawa 1974, s. 198.

60 Ibidem, s. 199.

61 Thomson, op. cit., s. 469.

62 Graves, op. cit., s. 198.

63 Ibidem, s. 199.

64 Ibidem. s. 198.


+ 6
+ 9
 

Zobacz też

Losowo

Ludwik Filip Czech - Poszukiwania i wybory

We wstępie do książki "Patykiem na piasku" Justyna Paluch pisze: "Jednak TOMASZ KOŚCIELNIAK nie jest poetą - to raczej idealista i filozof wiersza". Nigdy nie sądziłem, że idealizm i filozofia stoją w sprzeczności z poezją. Zawsze myślałem, że wręcz przeciwnie. Zazdroszczę J. Paluch odwagi w wygłaszaniu tak stanowczych ocen. Chociaż w przeszłości sam od nich nie stroniłem, dzisiaj zmieniłem zdanie, na rzecz życzliwości i empatii. Początkującym poetom są one potrzebne, gdyż ich wiara we własny talent ma krótkie nogi. Ich rzekoma arogancja to gra pozorów, o czym nie zawsze pamiętamy. Tomasz Kościelniak jest niewątpliwie poetą, ale będzie musiał przejść długą drogę żeby nim pozostać. Jest młody (rocznik 83) i jak każdy w tym wieku, dobrze się zapowiada. Czas pokaże, czy pokładane w nim nadzieje były zasadne. Tymczasem dajmy mu kredyt zaufania.

Zbiór "Patykiem na piasku" pisany jest właściwie piórkiem. To delikatna, chłopięca poezja, płynąca wartko po kartkach jak obłoki po bezchmurnym niebie. Autor jest na etapie odnajdywania jej ukrytych źródeł, wkomponowuje się w świat, by miejsca swych inspiracji zlokalizować. Chociaż z racji młodego wieku jest zdystansowany do rzeczywistości, stoi w opozycji do tzw. zwykłych ludzi, to jednak w jego uczuciach dominuje zachwyt. Jest żeglarzem, który podczas swojego dziewiczego rejsu dostrzega piękno obcych lądów. 

Więcej …

Z archiwum

Stefan Pastuszewski - Gdzie Czarnków, gdzie Inflanty

Baron Hieronim Karol Fryderyk von Münchhausen mieszkał w XVIII wieku wraz ze swoją żoną Jakobinią w dworze Dunte nad Zatoką Ryską w naszych pięknych kochanych Inflantach, a konkretnie w zachodniej Widzenii. Z uwagi na swoją ekstrawagancję i niesforność, nie uciążliwą raczej, postać jego obrosła legendą. Dziś myza ta (samowystarczalny folwark inflancki wraz z  zabudowaniami gospodarskimi, często obronny) zamieniona jest w muzeum, w którym mieści się między innymi jedyna na Łotwie ekspozycja figur woskowych, z głównym bohaterem i jego urokliwą połowicą na czele. Z dworu wiedzie ku morzu  5,3 - kilkumetrowa ścieżka ubogacona 40 drewnianymi rzeźbami, obrazującymi bohaterów münchhausenowskich legend. Nie wiem, czy Tadeusz Wyrwa-Krzyżański komponując zbiór wierszy pt. „ Münchhausen z Czarnkowa” o tym wszystkim wie i czy był na „naszych pięknych kochanych Inflantach”, ale na pewno czuje duchowy związek z mitem „cudacznego barona” z Inflant. Pisze bowiem:

Nadchodzą mnie imaginacje-wydaje mi się

że ku źródłom może się toczyć naprawdę płynąca

rzeka. Pod jej burymi falami, jak pod skórą,

przebiegają niewidzialne lśnienia-ku ciekom

rowom, groblom: i czuję, że tam zmarli, dopływają

do iskier swego pierwszego wzruszenia.

I nawet dostają zimnych

Dreszczy.

(Nie od rzeczy będzie dodać, że z Inflant, a konkretnie z Kurlandii pochodzi jedyny polski bohater literacki, który dzięki swej odrębności wszedł do światowego panteonu postaci literackich-Nikodem Dyzma).

Tadeusz Wyrwa-Krzyżański jest poetą bardzo wyrazistym, choć wcale nie pcha się do pierwszego szeregu literatów medialnych. Szczyci się filosłowiem, czyli własnym językiem poetyckim, zdumiewa mnogością wierszy, których wcale nie składa, ale jakby wydaje na świat z przestrzennego wnętrza… swojego świata. Ujmując to metaforycznie i malarsko, widzę szeroką strugę, wręcz Mleczną Drogę wypływającą z, tkwiącego w duszy poety, kłębowiska rodzących się wciąż ścieżek, dróg, autostrad. Łatwo to namalować: monumentalna postać, kto wie czy nawet nie widzewskiego barona, z otwartymi ustami, z których wylewa się nieprzerwana smuga słów. (Są takie średniowieczne, sztychy wykonane ręką nawiedzonych artystów). Tak, bo autor „Mostów z ogni” jest nawiedzonym bardem, uparcie śpiewającym swoją pieśń. Niepodległym, gdyż w przeciągu 40 lat swojej aktywności twórczej nie uległ ani chimerycznym literackim modom ani, grożącym dziś, w konsumerycznym czasie, pokusom wygodnego i biernego życia, powlekanego aktywnością pseudo-artystyczną w przepastnym worze kultury masowej. Wciąż, i to wcale nie publicystycznie, upomina się o wysokie wartości, wciąż-niczym dziecko-zachwyca się prawdziwym pięknem, w tym pięknem napotkanych, co wcale nie znaczy, że za każdym razem skonsumowanych kobiet. Wciąż mówi swoje.

To swoje” jest bardzo przejrzyste i mocne -I jak prawdziwa poezja ocala. Czyta się więc te wiersze za spokojem, choć pełne są one pasji (erotyki) i żalu (żalniki). Bo są to dobre pasje i, wiodące ku lepszemu, nie dołujące żale. A wszystko to jest bezinteresowne: nie ku sobie, ale ku wartościom…

Najpierw oczywiście zaczyna się od diagnozy rzeczywistości, diagnozy krytycznej, a jakże! Prawdziwy poeta nigdy bowiem nie godzi się z tym, że co jest. Autor „Meldunku ze zdobytego miasta” jest niezwykle wrażliwym na bezsens istnienia, zdradę, krzywdę ludzką, wszelką niesprawiedliwość społeczną, ale też fałsz, głupotę, perfidię w ludzkim działaniu. Krytyka ta nie jest jednak negacją, bo pod warstwą brudu kryje się przecież naturalna czystość ludzkiej egzystencji, w jej filozoficznym wymiarze życia.

Autor „Budowniczych ruin” podkreśla z naciskiem: „Ja nie jestem na >>nie<< / ja po prostu widzę to co widzę, i wiem/ to co wiem”. Poeta, widząc zło, widzi równocześnie lepszy świat, bo nie jest nihilistą. Nie jest też katastrofistą, jak to usiłują mu przypisać niektórzy krytycy. Nie buduje jednak na wprost „jasnych domów na górze”, bo one są przecież oczywiste, one przecież tkwią w duszy każdego czytelnika (poezja nie znosi oczywistości). Wywołując w wyobraźni odbiorców te „jasne domy” poprzez unaocznienie ruin, poeta zmusza Czytelnika do własnego poezjowania. I ta umiejętność stymulowania aktywności odbiorców pozwala stwierdzić, że jest to twórca pełną gębą.

Dom…Właśnie! Autor „Domu ust” konsekwentnie uprawia sadybizm (prąd filozoficzno-poetycki). Powołał bowiem do życia wielką metaforę domu, niezwykle pojemną i wieloznaczną. Posługuje się słowami-kluczami z dziedziny budownictwa: tynk, fuga, ściana, mur, podwaliny, amfilada, podcienie cegły, dach, kamień węgielny, okna, kielnia, węgielnica, miasto. Wszystko, co wiąże się z domem, jego wznoszeniem, zadomowieniem się w nim, trwaniem. O sobie pisze w następujący sposób: „Ciągle niosę dookoła siebie takie otwarte /ściany, w których dzielić się można/ długo w nich ćwiczonym sercem, /aż stanie / się/: kluczem, monetą, naczyniem”. Bohater liryczny na stałe chciałby zamieszkać w ciepłym azylu, bezpiecznym świecie, sensownym Kosmosie. Jest to dla niego fundamentalnym warunkiem człowieczej egzystencji. I dlatego jest tak bliskie każdemu z nas.

Przyswajalność poezji autora „Obrusu na fundamencie” wynika również z faktu, iż jest ona zanurzona w codzienności. Nie wysferza się artystowsko, nie intelektualizuje w kierunku słownych zagadek i sztucznych konstrukcji werbalnych. Posługuje się językiem codziennym, współczesnym, choć bogatym, bo autor jest przecież erudytą, całe życie „robiącym w literaturze”. Nic też  dziwnego, że T. Wyrwa-Krzyżanowski należy do poetów poczytnych, wzbudzających zazdrość u kolegów po piórze, którzy nie potrafią zanurzyć się w życiu, a zarazem zachować poetycką niepodległość, artystyczną swoistość.

W jednym z jego wierszy pada powtarzane już przez wielu wątpiących w literacką misję, pytanie:

Po co nam poeta? Co on robi?

Dlaczego, dla tego, czyli dla jego-kraju?

I cały tom, wszystkimi swoimi wierszami, słowami i międzysłowiem, odpowiada:

- Ocala!

Tadeusz Wyrwa-Krzyżański: Münchhausen z Czarnkowa, (wydanie III) , Bydgoszcz 2008, Instytut Wydawniczy „Świadectwo”,  ss. 90

Z archiwum

Janusz Orlikowski - Po ciemnej stronie

Krakowianin JAN KIRSZ jest z zawodu inżynierem mechanikiem. Jego pierwszą profesją artystyczną było jednak tworzenie miniaturowych szopek bożonarodzeniowych, które doczekały się wielu nagród i wystaw, także poza granicami kraju. „Małe dzieła" można podziwiać nie tylko w muzeach w Krakowie i Paryżu, ale również w wielu innych, renomowanych galeriach świata. Są, jak twierdzą znawcy tematu, doskonałością w swej miniaturowej klasie.
Jak wiadomo, tego typu talent wymaga harmonijnej wyobraźni oraz poczucia piękna     i doskonałości. Ten stan ducha jest jakby podstawowym „warsztatem" dla tworzenia wspomnianych arcydzieł.

W wolnym czasie JAN KIRSZ pisze również wiersze. Zebrał je w tomik p.t. „Rozmawiając ciszą". Utwory te są swego rodzaju antidotum na obraz harmonii i piękna, objawiający się w szopkach. Wyeksponowana zostaje ciemna strona życia. Precyzja natomiast dotyczy najczęściej spraw starości („Igła", „Miotła starego dozorcy", „Chleb zapomniany"),  w tym przemijania („Drzewo"), a także: brudu życia i jego objawów ( „Bezdomni", „Ulicznica", „Szablon" oraz „Zgon narkomana"). Owa precyzja raczej mieści się w charakterze socjologicznych spostrzeżeń, a nie w kreatywności poetyckiej wizji. Tak jakby harmonia i piękno urzeczywistniały się tylko w tej pierwszej, „szopkowej" profesji.

Więcej …

Z archiwum

Wacław Pomorski - "Źródło"

(Ps.23,1-2)



W łożysku nieba

księżyc w srebro wzrasta

Nad nim Bóg się przechadza

dostojnie

w gwiezdnej aureoli

Atu-

w mrokach świata

w krwawym labiryncie dziejów

gorzeje

wątły człowieczy los

Ten zawsze jednaki od wieków

Ten zawsze w ślepych rękach czasu

Lecz czymże ja

że mnie Bóg z głębin ziemi

wydobywa

wyprowadza jak jagnię

na miejsca przestronne

i zielone pastwiska pod nozdrza

podtyka?

Zostało parę kroków by dobiec do źródła co z krzyża wybija W nim usta zanurzyć -i pić

nie oglądając się wstecz Ono życie ocala tryska wiecznością

akant.org: